I znów tarta za tartą. Mam z nimi tak, że, albo zapominam o nich i nie robię ich wcale, albo piekę na okrągło – jedna za drugą. Na szczęście w komponowaniu ich jest pełna dowolność. Można przyrządzać je ze wszystkiego. Dzięki temu spożywana kilka dni z rzędu nie wywołuje wymiotów. Pod warunkiem oczywiście użycia świeżych produktów 😉 Kilka dni temu weszłam w fazę ‘tarta na okrągło’. Jadłam i serwowałam ją dwa dni z rzędu. Na dodatek zaserwowano tartę mi. Miałam przyjemność spędzić kilka miłych i smacznych chwil u przyjaciółki na od dawna planowanej kolacji. Było tak pysznie, że najchętniej z kolejną nie czekałabym tak długo 😉 A tarta Kasi z suszonymi pomidorami, fetą i tymiankiem była przepyszna. Bez dokładki się nie obeszło. Ale rozsądnie, bo musiało zostać w brzuchu trochę miejsca na boską pavlovą. Ach pychota.

A wracając do tary … przyrządziłam TARTĘ z BURAKIEM i FETĄ. Podeszłam do niej sceptycznie, choć buraka i fetę bardzo lubię. Ale taka ilość buraka troszkę nie przerażała. Jednak połączenie słodkiego, bordowego buraka ze słoną, bialutką fetą zrobiło na mnie duże wrażenie. Tarta wyglądała tak, że chciało się ją zjeść. A po zjedzeniu … nadal chciało się ją jeść 🙂 Zakochałam się w niej.

Continue reading

0
Share

Sylwestrowa noc minęła. I oto mamy nowy 2016 rok, a więc przed sobą 366 dni (tak, tak, mamy rok przestępny) na zrealizowanie swoich pragnień, małych fantazji i wielkich marzeń. To będzie piękny rok!

Nowy Rok to dzień podejmowania postanowień i … gości 🙂 Do noworocznej lampki wina świetnie pasuje wytrawna tarta z gruszkami i serem pleśniowym. Piekłam ją nie w całości, ale podzieloną już na porcje w mniejszych foremkach.

Continue reading

0
Share

Brak czasu na zakupy (a może brak chęci udania się na nie) postawił mnie w sytuacji bez wyjścia. Musiałam stworzyć obiad z ‘niczego’. Mogłam też nie robić nic, licząc że głód mnie nie chwyci. Marne szanse, prawda? Właśnie… Otworzyłam więc lodówkę i po szybkim przeanalizowaniu jej zawartości, szansę zaistnienia dałam leżącym już kilka dni pomidorkom koktajlowym, zawsze obecnym jajkom, otwartemu jogurtowi, śmietance (sama nie wiem skąd wzięła się w lodówce 😉 ) i koziemu twarożkowi, który kupiłam kilka dni temu całkiem przypadkowo. Z połączenia tego wszystkiego (plus kilku innych produktów) wyszła pyszna   t a r t a   z   p o m i d o r k a m i   i   k o z i m   s e r e m. Wynik przerósł moje oczekiwania. Danie miało zaspokoić ewentualny głód. Tymczasem dało radość nie tylko żołądkowi, ale i kubkom smakowym. Z pewnością powtórzę ten przepis.

Continue reading

0
Share

Dyniowego zawrotu głowy ciąg dalszy 🙂

Gdy już zdobędziemy dynię (zdobędziemy, a nie kupimy, bo są szczęściarze, którzy nie muszą jej kupować 😉 ) to raczej nie zrobimy z niej tylko jednego dania. Jej miąższu jest na tyle dużo, że spokojnie możemy zaplanować kilka potraw.  Mieliśmy obiad (pierogi), więc czas na deser. Proponuję CZEKOLADOWĄ TARTĘ Z MUSEM DYNIOWYM.

Continue reading

0
Share

Widok porzeczek, a tym bardziej ich smak, momentalnie przenosi moje myśli do dziecięcych lat, kiedy to letnie popołudnia spędzałam z bratem i rodzicami na działce. Dziarsko pomagałam w zbieraniu plonów uprawianego kawałka wrocławskiej ziemi. Nie twierdzę, że przyjemnym dla dziesięcioletniego dziecka było zrywanie w pozycji niemal klęczącej rozpadających się truskawek. Tym bardziej ranienie sobie dłoni podczas zrywania agrestu z gałązek pełnych kolców. Ale możliwość podjadania zbieranych owoców, zwłaszcza dla łakomczucha jakim zawsze byłam, była świetną wówczas rekompensatą, a dziś jest niezwykle przyjemnym wspomnieniem. Zjadanie owoców prosto z krzaczka, mniam. Truskawki, wiśnie, śliwki i brzoskwinie były niesamowicie dobre. Soczyste, pachnące i pełne tego właściwego smaku. Agrest i porzeczki nie cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem. Kwaśny smak nie był wówczas przeze mnie pożądany. Nawet przetwory rodziców, choć mocno dosładzane, stały na piwnicznej półce miesiącami (w tym czasie dżemy z truskawek i wiśni sukcesywnie znikały).

Dziś nie traktuję porzeczek z taką ignorancją. Bardzo chętnie kupuję je u przyrożnych sprzedawców i przejmuję nadmiar działkowych owoców od znajomych. A co z nimi robię? Ciasto! 🙂 I to ciasto chcę Wam dziś gorąco polecić. Jest niesamowite. Kruche, lecz nietwarde ciasto, soczyste, kwaskowate nadzienie i słodka, chrupiąca beza. To chyba jedyne ciasto, które upiekłam tyle razy w ciągu kilku tygodni, i które zdarzyło mi się ponownie upiec zaraz po tym, jak zjedzony został ostatni kęs poprzedniej porcji. Sami spróbujcie!
Continue reading

0
Share