“Wysokobiałkowe” to słowo klucz dla osób dbających o odpowiedni skład swoich posiłków, szczególnie osób skupionych na budowaniu efektownej masy mięśniowej. Od kiedy rozpisuję sobie dzienne menu pod kątem nie tylko kaloryczności, ale i składu makroskładników, widzę jak niewiele wcześniej spożywałam białka i jak niełatwo upakować go aż tyyyle w tych kilku posiłkach w ciągu dnia. Myślę, że bez mięsa i bez odżywek byłoby to niemożliwe. Przy temacie odżywek u większości osób pojawia się w głowie obraz shake’a z mleka i dużej ilości magicznego proszku, może czasem z dodatkiem banana. Prawda? 🙂 Osobiście wolę odżywek używać w inny sposób, traktując ją jak mąkę. Używam jej przy smażeniu naleśników, różnego rodzaju placków i ciast. Tak jak przy dzisiejszym śniadaniu, na które przygotowałam czekoladowe pancakes’y. Dzięki zawartości tofu, odżywki i skyr’a (jogurt typu islandzkiego) posiłek wyszedł naprawdę wysokobiałkowy 🙂 Mniam 🙂

Continue reading

0
Share

Tegorocznej jesieni poznałam nowy smak, smak kasztanów jadalnych. Aż wstyd się przyznać, że poznałam go dopiero teraz w swoim domu, a nie 6 lat temu, gdy zwiedzałam Paryż. Ale ale .. lepiej późno niż wcale. Teraz przynajmniej wiem, że gdy natrafię na uliczny stragan z pieczonymi kasztanami to obojętnie przejść nie mogę 🙂 Smak kasztanów zaskoczył mnie i zachwycił. Zarówno pieczone jak i gotowane kasztany konsystencją przypominają ziemniaka, w smaku jednak są dużo słodsze i jakby orzechowe. Niesamowite. Od razu poczułam, że idealne będą do wszelkiego rodzaju placków i omletów. Sprawdziłam to niemal od razu. Potwierdzam – np. do pankejków nadają się świetnie 🙂 W przepisie na śniadaniowe placki kasztany połączyłam z jabłkiem, cynamonem i syropem klonowym. Wyszło bardzo jesiennie.

Continue reading

0
Share

Jestem zdeklarowaną miłośniczką chałwy. Uważam, że to najsmaczniejsza słodycz świata (tuż obok czekolady 😉 ). I nie taka niezdrowa, jak niektórzy pewnie sądzą. Rzeczywiście jest baardzo kaloryczna (od 500 do 700 kcal w 100 g), Ale przy tym jest skarbnicą witamin: A, B, E, H (czyli B7), T. Prozdrowotne właściwości chałwy wynikają też z obecności kwasu linolowego, który pozytywnie wpływa na odpowiedni poziom cholesterolu. Kawałek chałwy od czasu do czasu da nam nie tylko wielką przyjemność, ale i pewną dawkę ‘zdrowia’. 😉  Dla mnie niestety zakończenie przyjemności po jednym tylko kawałku jest niemożliwe. Nie umiem tak po prostu odłożyć napoczętej chałwy na inny czas. Mając to na uwadze, nie kupuję chałwy (prawie) w ogóle. Próbuję w ten sposób przechytrzyć sama siebie. Udaje się 😉 Co jakiś czas serwuję sobie chałwową przyjemność z postaci płynnej – sosu, który przyrządzam z pasty sezamowej tahini i syropu klonowego (lub miodu). Szykuję jego taką ilość, którą planuję zjeść. Raczej udaje mnie nie dorabiać więcej 🙂 Sos jest niesamowicie smaczny. Polewam nim ugotowany ryż, owsiankę albo lody. Idealnie łączy się z owocami takimi jak truskawki i borówki.

Continue reading

0
Share

Dziś pierwszy dzień jesieni. Dla mnie to też pierwszy dzień długo wyczekiwanego urlopu, stąd jesiennego smutku nie doznałam. Nie przejmuję się nawet tym, że od rana pada deszcz i jest strasznie ponuro. Mam czas, poczekam na lepszą pogodę i słońce 🙂 Póki co słońce zaserwowałam sobie na śniadanie. Gryczane pancakes z czekoladą bardzo przyjemnie łączą się z rześkim smakiem cytryny. Do tego kwaśny jogurt i słodki mód. Mmmmmm 🙂

Continue reading

0
Share
,

Aura zrobiła się już zdecydowanie jesienna. Nie sądziłam, że to ‘powiem’, ale … cieszy mnie to. Uwielbiam ciepełko i słońce, ale chłodne poranki z klimatyczną mgiełką mają w sobie to coś. No i jak się świetnie biega! 🙂 Sportowy ciuch niewiele się teraz różni od tego w upalne dni. Długie leginsy i koszulka z krótkim rękawem w zupełności wystarczają. Samo wyjście z domu i pierwsze minuty biegu nie są najprzyjemniejsze. Chłód atakuje od razu, ale na krótko. W biegu ciało rozgrzewa się i zimna już się nie czuje. A jeśli się czuje … to trzeba biec szybciej 🙂
Uwielbiam biegać rano. Niestety w dni powszednie trudno mi to zorganizować. Za to w weekendy myślę tylko o tym, by jak najszybciej wstać i pobiec w dal …  no i jeszcze o pysznym śniadaniu 🙂 Na nie jest jednak czas dopiero po treningu. Wtedy też można sobie pozwolić na dużo więcej 😉 Najczęściej rozpieszczam się (i regeneruję) puszystym omletem z wędzonym łososiem, twarożkiem i rzodkiewką. Dorzucam też zieleninę, którą akurat posiadam – kiełki, rukolę czy koperek. Danie gotowe jest w kilka minut. Znika z talerza zdecydowanie szybciej 😉
Continue reading

0
Share
,

Uświadomiłam sobie ostatnio, że na kanapce można położyć wszystko. Nie tylko ser, szynkę, dżem, twaróg czy pasztet. Świetne są wszelkiego rodzaju smarowidła, pieczone warzywa a nawet owoce. Ukochałam sobie kanapki z dodatkiem owoców, bo są słodkie, a słodkości uwielbiam. Nie zawsze jednak mam ochotę na dżem,  a nawet jeśli mam, to blokuje mnie świadomość ilości cukru w jego składzie (chyba że użyję bezcukrowego). Cudne jest połączenie wędzonego bądź pleśniowego sera z winogronami czy gruszką. Tym razem pod nóż poszła nektarynka.

Continue reading

0
Share

Jakiś tydzień temu (aj, ale ten czas leci) byłam w kolarskim raju – na Majorce. Tam dokonałam obserwacji – wszyscy kolarze (na pewno ci, z którymi przebywałam) przed porannym treningiem jedzą owsiankę! A najlepsze jest to, że każdy ma na nią inny sposób. Niektórzy gotują na mleku, inni na wodzie, mleko dodając dopiero na talerzu a jeszcze inni jedzą ją na zimno z jogurtem. Na każdy sposób jest dobra, a przede wszystkim zdrowa i pożywna. Naprawdę daje moc na dłuuuugie godziny i kilometry. Przekonali się do niej (i jej mocy) nawet Ci ‘chlebowi’ i odstawili śniadaniowe kanapki 😉
Do owsianki zawsze dodawaliśmy odrobinę posiekanych migdałów (w końcu Hiszpania to jeden z największych producentów migdałów na świecie!), kilka suszonych owoców – daktyli lub fig, odrobinę miodu. Takie dodatki dodają więcej energii tak bardzo potrzebnej przez kolejne godziny intensywnego wysiłku. A dodanie hiszpańskich pomarańczy nadaje owsiance orzeźwiającego charakteru.

Continue reading

0
Share

Ciągle mówimy, że nie mamy na nic czasu. A potem dochodzą nowe zajęcia i jakoś ten czas się znajduje. Prawdą jest, że im więcej mamy obowiązków, tym lepiej się organizujemy. Pod warunkiem oczywiście, że chwilę się zastanowimy i odpowiednio zaplanujemy wszystkie czynności. Wieczorem pakuję torbę sportową, torebkę, planuję ubiór, gotuję obiad na następny dzień, umieszczam go w pudełkach i obmyślam pozostałe posiłki. W końcu wychodzę na cały dzień. Jeśli w ciągu dnia między zajęciami pojawia mi się ‘okienko’, wypełniam je np. małymi zakupami (jakieś brakujące składniki do posiłku na kolejny dzień), wizytą u mamy czy dawno niewidzianej koleżanki. Szybka kawka i lecę dalej 😉 Planowanie pomaga zaoszczędzić czas i wykorzystać go pożytecznie. Już od jakiegoś czasu nawet w sobotnie poranki nie mogę sobie pozwolić na spontaniczność i błogi stan lenistwa. O 7 rano jadę na trening rowerowy. Dzięki temu, że pakuję się wieczorem, rano nie muszę wstawać specjalnie wcześnie, by to zrobić. Nie muszę też myć włosów i się malować. W końcu za chwilę będę cała mokra … od potu. Jedyne co muszę zrobić to śniadanie. Bez tego ani rusz. Przed treningiem (zwłaszcza tak wyczerpującym, jak ten) pożywne śniadanie to konieczność. Serwuję sobie wtedy owsiankę lub ryż z bakaliami lub owocami. Tu też mogę zaoszczędzić trochę czasu, szykując dzień wcześniej składniki – rozmrażając owoce, siekając orzechy czy, jak w przypadku dzisiejszej propozycji śniadaniowej, namaczając nasiona chia. Dzięki temu zaoszczędzam czas wtedy, kiedy szczególnie mi na nim zależy. W sobotni poranek lepiej jest spędzić dodatkowe 10 czy 15 minut w łóżku niż przy kuchennym blacie 😉

Continue reading

0
Share

Chorowanie w ogóle nie jest fajne. Niby siedzi się, a w zasadzie leży, w domu, śpi się kiedy chce i ile się chce, ale nijak się to ma do przyjemnego leniuchowania. Przyjemne jest jedynie to, że ktoś o ciebie dba 🙂 Przynosi smakowite rzeczy, podaje soczek i głaszcze zbolałą, gorącą głowę i w ogóle jest jeszcze bardziej kochany. Widzę jeszcze jeden plus przymusowego siedzenia w domu – spokojnie można przygotować i zjeść nie byle jakie śniadanie 🙂 Przyrządziłam więc sobie niesamowicie aromatyczną, iście zimową jaglankę piernikową ze smażonymi śliwkami z syropem klonowym i intensywną, gorzką czekoladą. Aaaale pachniało. Smakowało jeszcze lepiej. Jutro wolny, świąteczny dzień – może spróbujecie? 😉

Continue reading

0
Share