Chleba naszego powszedniego … upiecz sobie. Warto mieć sprawdzony przepis na dobry chleb, by móc wykorzystać go w sytuacjach kryzysowych jak np. zamknięty sklep lub po prostu cieszyć się smakiem dobrego pieczywa bez wychodzenia z domu do piekarni. Na ten przepis natknęłam się, buszując wśród przepisów Kwestii Smaku. Chleb wyszedł za pierwszym razem i od razu mnie zachwycił. Był wyrośnięty, miał ładna strukturę i delikatny smak, puszysty, ale nie napompowany powietrzem. To chleb treściwy, który zachowuje świeżość przez kilka dni – na pewno przez 3, potem znika 😉 Od tego pierwszego razu upieklam go już wiele razy. Udaje się za każdym razem! Dla własnych potrzeb, a raczej wygody, zmodyfikowałam przepis w zakresie czasu wyrastania. Nie podchodzę do ciasta co kilkadziesiąt minut (kto by miał na to czas). Zostawiam je w spokoju na dłuższy czas i zajmuje się nim dopiero, gdy odpowiednio wyrośnie.

Continue reading

0
Share

Zapach świeżego chleba jest cudowny, ale pieczonej chałki … o jeszcze lepszy! W miniony weekend postanowiłam zrezygnować z kupnego pieczywa na rzecz domowego wypieku. I to chałki właśnie. Zabrałam się do pieczenia wieczorem, by rano bez zbędnej zwłoki można było zasiąść do śniadania. Dotąd chałka wydawałam mi się być wypiekiem wymagającym. Szczerze mówiąc miałam wątpliwości czy wyjdzie odpowiednio puszysta i miękka. Wyszła 🙂 Okazała się tak dobra, że prawie nie dotrwała do rana. Ciepła z masłem i powidłami smakowała wybornie 😉

Continue reading

0
Share

Zawsze czekam na weekend, by móc przy kuchennym bądź balkonowym stole zjeść niespiesznie pyszne śniadanie, wypić gorącą kawę i świeży sok. W ten weekend nie będzie mi to dane. Skoro świt pakuję się z moimi chłopakami w auto i mkniemy przez pół Polski po to, by w niedziele – też skoro świt – usadowić się na siodle, nogi wpiąć w pedały i przemierzyć szosą Kaszuby wzdłuż i wszerz (125 km w ramach Kaszebe Runda). Śniadanie więc zjemy tym razem w aucie na trasie. W takich warunkach chyba nic nie sprawdza się tak, jak kanapka. A ta nie musi być taka zwykła.
Całkiem niedawno za sprawą pewnego artykułu z gazety o tematyce sportowej spróbowałam skomponować kanapkę, wykorzystując do niej owoce. Użyłam gruszki, gdyż ta idealnie pasuje do sera. Otrzymałam niezwykle smaczną kanapkę z miękkim awokado, kruchą sałatą, kremowym serem camembert, winną gruszką i kilkoma kroplami gęstego i słodkiego sosu balsamicznego. Może spróbujecie?

Continue reading

0
Share

Warto mieć w domu świeże drożdże i mąkę, a najlepiej różne mąki. Zdarzają się bowiem takie dni (mnie ostatnio zdarzają się bardzo często), kiedy to po pracy nie ma czasu lub możliwości, by wejść do sklepu i kupić pieczywo, a rano chciałaby się zjeść smaczne kanapki. Mając mąkę i drożdże i może jeszcze kilka ziaren albo suszonych owoców, możemy sobie pieczywo upiec 🙂 Gorąco do tego zachęcam. Własnoręcznie upieczony chleb smakuje o niebo lepiej od kupionego. Dokładnie wiemy co w nim jest i kiedy został upieczony.

Po jednym z ostatnich aktywnych dni usiadłam w kuchni przy filiżance kawy i rozkoszując się jej smakiem (i przyjemnym bólem związanym z potreningowymi ‘zakwasami’) przeczesywałam internet w poszukiwaniu przepisu na żytni chleb. Nie żebym miała akurat ochotę na jakąś kulinarną nowość. Najzwyczajniej tylko mąkę żytnią (i pszenną) miałam w domu. I znalazłam 🙂 Do przepisu (po moich drobnych modyfikacjach) z pewnością powrócę, bo chleb wyszedł niezwykle smaczny.

Continue reading

0
Share

Piekarnictwo wkręca i nakręca. Bo nie ma to jak świeżo- i własnoręcznie upieczone pieczywo!

Z ciastem drożdżowym w rękach czuję się już dobrze. A pomyśleć, że jeszcze chwilę temu brzydziłam się włożyć dłoń do żyjącej, rosnącej masy mączno-drożdżowej. Uf, obrzydzenie minęło. Ze spokojem, a nawet chęcią, wyrabiam ciasto na chleb i, jak tym razem, na bułeczki – pyszne, p s z e n n o – o r k i s z o w e   b u ł e c z k i   z dodatkiem miodu i suszonych śliwek.

Continue reading

0
Share

Są takie smaki i zapachy, które wywołują ciepło w sercu i uśmiech na buzi. Dla mnie takim właśnie jest zapach i smak świeżego, jeszcze ciepłego chleba, którego skórka przy każdym kęsie przyjemnie chrupie. Pamiętam, jak wysyłana przez rodziców kupić pieczywo wracałam z nadgryzionym bochenkiem chleba. Po prostu nie dało się nie ugryźć! 😉 Robi się tak jeszcze?

Myśl o własnoręcznie upieczonym chlebie chodziła mi po głowie już od bardzo dawna. Przed oczami mam wujka, spod rąk którego wychodziła przepyszna chałka, i babcię, która co święta (te mniejsze i większe) na stół zamiast chleba podaje własnoręcznie upieczone bułki. To jest takie urocze, a smak wypieków zdecydowanie niepowtarzalny. Myślałam o pieczeniu, myślałam i myślałam. Zakasałam w końcu rękawy i upiekłam CHLEB! Tu podziękować muszę Asi, która podrzuciła mi świetny przepis. Niestety uległ on pewnym modyfikacjom (Asiu, przepraszam 😉 ), wynikającym nie z jakichś moich ambicji czy z potrzeby kreacji, ale najzwyczajniej z braku produktów, które szybko musiałam zastąpić innymi. I tak spod moich rąk (i z piekarnika) wyszedł pyszny bochen GRYCZANEGO CHLEBA ze słonecznikiem i orzechami włoskimi.

Continue reading

0
Share