Jak się okazuje, dynia może uratować nie jedną sytuację. Dzień po świętach napoczęłam zawsze obecną w mojej kuchni dynię piżmową. Zaraz po tym udałam się na kilkudniowy wyjazd sylwestrowo-noworoczny (w poszukiwaniu prawdziwej zimy). Nie zdołałam wykorzystać całej dyni. Pozostawiłam ją, jak sądziłam, na zmarnowanie. Po powrocie zastałam ją jednak jędrną i gotową do użycia. Świetnie się składało. Lodówka w związku ze świętami i wyjazdem świeciła pustkami. Znaleźć w niej można było naprawdę niewiele. Powrót w Nowy Rok i chęć przyrządzenia obiadu i kolacji (tym bardziej obiadu do pracy na następny dzień) stały się problemem. W takich sytuacjach zachodzi konieczność zrobienia ‘czegoś z niczego’. Obiad pięknie wyszedł z porcji suszonych grzybów, otrzymanych w prezencie przed świętami oraz resztki mrożonej fasolki połączonej z gotowaną kaszą. W kolacji zaś pierwsze skrzypce zagrała dynia, która przetrwała kilkudniowe pozostawienie w lodówce. Upieczona zawsze smakuje pysznie. Nadaje się wtedy do makaronu, kaszy, ryżu czy sałatki. A jeśli już o sałatce mowa, to ostatnio moim faworytem jest sałatka właśnie z pieczoną dynią, porcją zieleniny, sera i nasion lub orzechów. Polecam!

Continue reading

0
Share

Każdy (tak mi się wydaje) ma czasami chęć na niezdrowego fast food’a. Z takimi zachciankami można i należy walczyć. Wychodzę jednak z założenia, że pozwolenie sobie ‘od święta’ na taki spożywczy grzech nie jest niczym bardzo złym. Może nawet warto go sobie zafundować tak dla czystej nauczki. Osobiście mam tak, że gdy już ulegnę pokusie zjedzenia np. talerza frytek, to przez kolejny dzień zmagam się nie tylko z wyrzutami sumienia, ale przede wszystkim z niestrawnością i złym samopoczuciem. Tak ogromna dawka soli i tłuszczu szybko uświadamia, jak złą karmą jest ‘śmieciowe jedzenie’. Teraz przy takich zachciankach funduję sobie zdrowe frytki np. z batatów. Piekę je w piekarniku, dzięki czemu nie są skąpane w tłuszczu. Solą posypują tylko symbolicznie, albo wcale. Są pyszne z kwaśną śmietaną czy gęstym jogurtem.

Continue reading

0
Share

Niedziela minęła mi niezwykle aktywnie. Około południa miałam za sobą treningową zakładkę (35 km na szosie, 5 km biegu), a w nogach  jeszcze wczorajszy Bieg o Puchar Burmistrza Siechnic (10 km). Wszystko to w meeega słońcu i przy wysokiej temperaturze. Za tydzień bowiem (ajajaj to już tylko tydzień) odbędzie się mój pierwszy w tym sezonie start w triathlonie na dystansie 1/4 IM. Tę samą imprezę z zeszłego roku wspominam z wielkim sentymentem. To był mój pierwszy triathlon i od razu w niełatwych warunkach. Było nadzwyczaj gorąco i duszno. Żar płynął z nieba. Na tegoroczną edycję czekałam cały rok – pełna radości i sportowego podniecenia 🙂 Zupełnie zapomniałam już jak wtedy było ciężko. Do wczoraj … Oprzytomniałam, gdy przemierzałam biegiem kolejne kilometry wczorajszej imprezy biegowej, jak i dzisiejszego treningu. W krytycznych momentach przychodziły do głowy myśli “po co ja to robię”, “to przecież w ogóle nie jest przyjemne”, “a mogłabym teraz nic nie robić”. Oj złe to myśli 😉 Na szczęście wszystkie treningi kończą się wielką satysfakcją i poczuciem spełnienia. Nagroda za wysiłek jest wystarczająco duża, by zapomnieć o bólu i nieprzyjemnościach z chwil wcześniej. A razem z tą wielką satysfakcją przychodzi wielki głód 🙂 Oczywiście istotnym jest to, co w takiej sytuacji, ten głód ma zaspokoić. Najlepiej duża porcja białka i witamin czyli np.  s t e k   z   w a  r z y w a m i. Czyż to nie idealny, niedzielny obiad? Zadowoli nawet wiernego fana schabowego z ziemniakami 😉

Continue reading

0
Share

I znów tarta za tartą. Mam z nimi tak, że, albo zapominam o nich i nie robię ich wcale, albo piekę na okrągło – jedna za drugą. Na szczęście w komponowaniu ich jest pełna dowolność. Można przyrządzać je ze wszystkiego. Dzięki temu spożywana kilka dni z rzędu nie wywołuje wymiotów. Pod warunkiem oczywiście użycia świeżych produktów 😉 Kilka dni temu weszłam w fazę ‘tarta na okrągło’. Jadłam i serwowałam ją dwa dni z rzędu. Na dodatek zaserwowano tartę mi. Miałam przyjemność spędzić kilka miłych i smacznych chwil u przyjaciółki na od dawna planowanej kolacji. Było tak pysznie, że najchętniej z kolejną nie czekałabym tak długo 😉 A tarta Kasi z suszonymi pomidorami, fetą i tymiankiem była przepyszna. Bez dokładki się nie obeszło. Ale rozsądnie, bo musiało zostać w brzuchu trochę miejsca na boską pavlovą. Ach pychota.

A wracając do tary … przyrządziłam TARTĘ z BURAKIEM i FETĄ. Podeszłam do niej sceptycznie, choć buraka i fetę bardzo lubię. Ale taka ilość buraka troszkę nie przerażała. Jednak połączenie słodkiego, bordowego buraka ze słoną, bialutką fetą zrobiło na mnie duże wrażenie. Tarta wyglądała tak, że chciało się ją zjeść. A po zjedzeniu … nadal chciało się ją jeść 🙂 Zakochałam się w niej.

Continue reading

0
Share

Jeszcze nie tak dawno temu z SOCZEWICĄ nie kojarzyło mi się nic poza uroczymi, krągłymi ziarenkami. Kupiłam wtedy jedno opakowanie soczewicy, chyba czerwonej, wstawiłam do kuchennej szafki i … tygodniami zastanawiałam się nad tym, co z nią zrobić. “Z czym to się je?” Teraz w mojej szafce jest kilka opakowań soczewicy (czerwonej, czarnej, zielonej), a w notatniku i głowie stos przepisów na dania z jej użyciem. Uwielbiam ją za smak i wszechstronne zastosowanie. Doskonale sprawdza się jako farsz do naleśników i pierogów, jako dodatek do zup i dań jednogarnkowych. Można zrobić z niej wegetariańskie burgery a nawet pasztet. Soczewica jest skarbnicą wielu składników odżywczych. Posiada przede wszystkim ogromne ilości dobrze przyswajalnego białka (9 g w 100 g produktu), potasu, kwasu foliowego, żelaza. Zawiera mało tłuszczu, a sporo błonnika. Jest bardzo zdrowa i niezwykle smaczna – zwłaszcza przyprawiona kminem rzymskim.

Dotąd soczewicę wykorzystywałam do dan głównych. Tym razem pokusiłam się o podanie jej na zimno z pieczywem. Upiekłam z niej  p a s z t e t . Taki trochę oszukany, bo bez mięsa, ale … czy w takim ‘prawdziwym’ pasztecie mięsa jest aż tak dużo? 😉

Continue reading

0
Share

Dynia po raz kolejny pokazała, że idealnie nadaje się do słodkich wypieków. I to, że dostępna jest nie tylko od września do listopada. Mamy koniec stycznia, a w zasadzie już początek lutego, a piękna dynia piżmowa z półki sklepowej przeniosła się do mojej kuchni i wzięła udział w pieczeniu donatów – pysznych, wilgotnych i puszystych pączków z dziurką o pomarańczowym aromacie, polanych słodkim, cynamonowym lukrem. Ajajaj, trudno było się oderwać od talerza z dzisiejszymi wypiekami 😉

Continue reading

0
Share

Wielkimi krokami nadchodzi TŁUSTY CZWARTEK czyli ‘dzień pączka obowiązkowego’. Według przesądów, temu, kto, w ten dzień nie zje ani jednego pączka, w najbliższym czasie nie będzie się wiodło. Kto by w to wierzył. Ale … co nam szkodzi na wszelki wypadek zjeść tego pączka? A może nawet dwa? 😉 Już teraz wrzucam przepis na pyszne pączusie, których bez wyrzutów sumienia możecie zjeść kilka. Są bowiem dużo mniej kaloryczne od tych klasycznych. Przede wszystkim nie są smażone w głęboki tłuszczu, ale pieczone w piekarniku. Do ich przyrządzenia użyłam (w dużym procencie) mąki pełnoziarnistej, przez co są nieco mniej kaloryczne, bardziej treściwe i bogatsze w błonnik, a ten spowalnia przyswajanie cukrów i wpływa korzystnie na przemianę materii. Są pyszne, zwłaszcza konsumowane zaraz po wyjęciu z piekarnika, gdy są ciepłe i puszyste 🙂

Continue reading

0
Share