Tłusty Czwartek to jedyny dzień, w który z ogromnym smakiem sięgam po pączka, a nawet kilka. W ciągu roku raczej ich nie jadam. Nie żebym nie lubiła 🙂 Staram się ograniczać słodycze. A gdy już decyduję się na słodki grzeszek to wybieram czekoladę lub ciasto. W Tłusty Czwartek staram się przygotowywać pączki sama, ‘odchudzając’ je jak się da. Nie smażę pączków, piekę je w piekarniku bez użycia tłuszczu. Moimi ulubionymi są te z dynii (tu przepis), które robiłam już kilka razy. Za każdym razem baaardzo smakują 🙂 W tym roku postanowiłam wypróbować inny przepis, który zmodyfikowałam pod siebie. Użyłam kremowego sera ricotta, białej czekolady, miodu (może ciut za mało). Dla efektu wizualnego i smakowego przygotowałam lukier z dodatkiem jagód.
Suche pączki są mało słodkie. Podejrzewam, że dla wielu osób nawet zbyt mało. Spokojnie można dodać więcej miodu lub cukru.
Przygotowanie jest niezwykle proste i szybkie. Można aż pokusić się o ich upieczenie rano przed pracą 🙂

Continue reading

0
Share

“Wysokobiałkowe” to słowo klucz dla osób dbających o odpowiedni skład swoich posiłków, szczególnie osób skupionych na budowaniu efektownej masy mięśniowej. Od kiedy rozpisuję sobie dzienne menu pod kątem nie tylko kaloryczności, ale i składu makroskładników, widzę jak niewiele wcześniej spożywałam białka i jak niełatwo upakować go aż tyyyle w tych kilku posiłkach w ciągu dnia. Myślę, że bez mięsa i bez odżywek byłoby to niemożliwe. Przy temacie odżywek u większości osób pojawia się w głowie obraz shake’a z mleka i dużej ilości magicznego proszku, może czasem z dodatkiem banana. Prawda? 🙂 Osobiście wolę odżywek używać w inny sposób, traktując ją jak mąkę. Używam jej przy smażeniu naleśników, różnego rodzaju placków i ciast. Tak jak przy dzisiejszym śniadaniu, na które przygotowałam czekoladowe pancakes’y. Dzięki zawartości tofu, odżywki i skyr’a (jogurt typu islandzkiego) posiłek wyszedł naprawdę wysokobiałkowy 🙂 Mniam 🙂

Continue reading

0
Share

Jestem zdeklarowaną miłośniczką chałwy. Uważam, że to najsmaczniejsza słodycz świata (tuż obok czekolady 😉 ). I nie taka niezdrowa, jak niektórzy pewnie sądzą. Rzeczywiście jest baardzo kaloryczna (od 500 do 700 kcal w 100 g), Ale przy tym jest skarbnicą witamin: A, B, E, H (czyli B7), T. Prozdrowotne właściwości chałwy wynikają też z obecności kwasu linolowego, który pozytywnie wpływa na odpowiedni poziom cholesterolu. Kawałek chałwy od czasu do czasu da nam nie tylko wielką przyjemność, ale i pewną dawkę ‘zdrowia’. 😉  Dla mnie niestety zakończenie przyjemności po jednym tylko kawałku jest niemożliwe. Nie umiem tak po prostu odłożyć napoczętej chałwy na inny czas. Mając to na uwadze, nie kupuję chałwy (prawie) w ogóle. Próbuję w ten sposób przechytrzyć sama siebie. Udaje się 😉 Co jakiś czas serwuję sobie chałwową przyjemność z postaci płynnej – sosu, który przyrządzam z pasty sezamowej tahini i syropu klonowego (lub miodu). Szykuję jego taką ilość, którą planuję zjeść. Raczej udaje mnie nie dorabiać więcej 🙂 Sos jest niesamowicie smaczny. Polewam nim ugotowany ryż, owsiankę albo lody. Idealnie łączy się z owocami takimi jak truskawki i borówki.

Continue reading

0
Share

W tym roku jakby bardziej doceniłam szparagi.
Jakoś tak bardziej zaczęły mi smakować. Kiedyś nie specjalnie wiedziałam jak je przyrządzić i z czym jeść. Takie po prostu gotowane wydawały się … zbyt proste. Teraz zrozumiałam, że taki ich urok i to w nich właśnie jest piękne. Ugotowane, upieczone lub usmażone, podane z dodatkiem oliwy, soli, ewentualnie czosnku, szynki czy sera. Pyszota! Poza wyjątkowym smakiem, oferują całe mnóstwo wartościowych składników – witamin i minerałów. Przy tym są naprawdę niskokaloryczne (ok. 18 kcal w 100 g) i mają miano afrodyzjaku 😉

Continue reading

0
Share

Do swojego pierwszego tiramisu zabierałam się jak kot do jeża. Powolutku, z pewnego rodzaju nieśmiałością i z obawą, że efekt będzie nawet nie tyle mizerny, co znieważający ten legendarny deser. Bo jakiegoś rodzaju legendą jest. To jeden z top of the top deserów. O przepis poprosiłam koleżankę z pracy, której tiramisu miałam okazję spróbować i w mojej ocenie było obłędne. Przepis przeleżał swoje w moim kuchennym kajeciku 😉 Wreszcie nadszedł czas, by z tego kajetu wyszedł i został zrealizowany. Receptura okazała się bardzo prosta. Z jakiegoś powodu sądziłam, że wykonanie będzie skomplikowane, wymagające czasu, cierpliwości i precyzji. Nic bardziej mylnego. Z wykonaniem z pewnością poradzi sobie każdy. Ogromne znaczenie ma dobór składników. By deser wyszedł smaczny, lekki i puszysty, jajka muszą być świeże, kawa mocna i prosto z ekspresu, a biszkopty i mascarpone dobrej jakości, najlepiej włoskiej produkcji.

Uf stało się. Zrobiłam swoje pierwsze tiramisu! I co? Wyszło baaardzo dobre.

Continue reading

0
Share

Nastał ten cudowny czas, kiedy to zrobiło się ciepło, a drzewa i krzewy, jakby z dnia na dzień, puściły pąki. Wszystko się zazieleniło, wyszło słońce i po prostu już teraz ‘się chce’. Niestety jest to też taki czas, kiedy łatwo złapać choróbsko. To też ja złapałam.  Pogoda zachęca do wyjścia, do aktywności na świeżym powietrzu (oj jakbym bym chciała …). Siedzę jednak w domu, leżę, czytam, łykam leki i  w  k o ń c u (!) się wysypiam 🙂 Mam też wreszcie czas na spokojne przygotowywanie posiłków, fotografowanie ich i spisywanie przepisów. Uf, bałam się, że nie prędko do tego wrócę. Na ten spontaniczny powrót przepis na smakowity deser – CZEKOLADOWY KREM z awokado i banana. To porcja zdrowia i przyjemności idealna na przekąskę lub podwieczorek zwłaszcza dziś, w Dzień Czekolady!
Jestem ogromną fanką czekolady. Uwierzcie, najchętniej świętowałabym Dzień Czekolady zjadając całą tabliczkę gorzkiej, mlecznej czy innej czekolady. Kocham, po prostu ją kocham 🙂 Na szczęście zapasu w domu nie mam, a wyjście do sklepu nie jest możliwe. Przyznaję, że krem z awokado zaspokoił moją dzisiejszą, czekoladową zachciankę. Ucieszył też silną wolę i potrzebę zdrowego odżywania 😉 Polecam.

Continue reading

0
Share

Chorizo jest dla mnie niezwykłą kiełbasą. Hiszpański hit 🙂 Sama w sobie mnie nie urzeka. Chyba jest zbyt tłusta. Ale … obróbka cieplna zmienia ją diametralnie. Dodana do smażonych lub pieczonych potraw nadaje im ciekawego, intensywnego smaku. Wystarczy dodać jej niewielką ilość, by totalnie zmienić smak potrawy. Wychodzi na to, że używam chorizo jako przyprawy. W sumie tak jest. Nie gra ona u mnie pierwszych skrzypiec, ale trudno mi sobie teraz wyobrazić niektóre dania bez jej użycia. Idealnie mi pasuje do dyni np. w risotto z dynią albo makaronie z dynią. Świetnie też nadaje się na pizzę. Moim zdaniem to najlepsza kiełbasa na pizzę. Koniecznie spróbujcie! Tym razem spróbowałam chorizo w wersji smażonej z łososiem. Przepis pochodzi z ostatniej książki Jamie’go Olivera. No i jak to u Jamie’go – prosto i baaardzo smacznie 🙂

Continue reading

0
Share

Do Morza Śródziemnego mam daleko, ale do Biedronki na szczęście nie 🙂 Niezmiernie cieszy mnie fakt, że krewetki są tak łatwo dostępnym w Polsce produktem. Spożywanie ich możliwe jest więc nie tylko na wakacjach, ale i każdego, normalnego dnia. Nie wymagają długotrwałej obróbki, skomplikowanego przygotowania czy wyjątkowych, egzotycznych dodatków. Przygotowuje się je łatwo, szybko i nie tak wcale drogo, jak niektórzy myślą. I co najlepsze, zawsze dobrze smakują – ze wszystkim! Jestem ich wielką fanką, choć zostałam nią dość późno. Teraz w zamrażarce mam trzy opakowania krewetek (różnych wielkości). Dobrze mieć je pod ręką 😉
Karnawał to radosny, pełen przyjemności czas. Rozpoczęłam go więc przyjemnym obiadem – krewetkami w cytrynowo-imbirowej  marynacie podane z klasycznym risotto bianco. Mmm 🙂 Wyglądały i pachniały bajecznie, smakowały jeszcze lepiej.

Continue reading

0
Share

Wieki mnie tu nie było. Najpierw wakacyjnie pochłonęła mnie Sycylia,
a po powrocie – szarość życia codziennego. Chwilowa przerwa w trenowaniu pozwoliła na oddanie się przyjemnościom, na które w ciągu ostatniego roku nie specjalnie miałam czas albo siłę. Znajomi, imprezki, kino, knajpy … takie tam 🙂 Niestety na opisywanie kuchennych igraszek nie było już czasu.
Wracając do Sycylii. Z czym ją teraz kojarzę? Z canolo (kruche rurki z kremem z ricotty), pistacjami (były wszędzie – rogaliki z pistacjami, lody, krem pistacjowy, mortadela z pistacjami, makaron z pistacjami …), mocną kawą, pizzą (oj dużo jej tu) i anchois. Miłym zaskoczeniem dla mnie były anchois w pizzy. To jasne, że rybki we włoskiej pizzy były, ale żeby w każdej?!?! No szok. Anchois były podstawowym składnikiem tak, jak pomidory, mozzarella i … natka pietruszki (tak, ta też bardzo często na pizzy występowała). Ja anchois lubię, na pizzy szczególnie. Są fajnym dodatkiem do wielu innych dań. Dodatkiem. A gdyby zagrały pierwsze skrzypce? Po powrocie z włoskich wakacji, dla podtrzymania sycylijskiego klimatu, przygotowałam obiad z anchois w roli głównej – makaron. Zaskoczył 🙂 To zdecydowanie propozycja dla tych, co lubią konkretny smak 😉

Continue reading

0
Share