Dziś pierwszy dzień jesieni. Dla mnie to też pierwszy dzień długo wyczekiwanego urlopu, stąd jesiennego smutku nie doznałam. Nie przejmuję się nawet tym, że od rana pada deszcz i jest strasznie ponuro. Mam czas, poczekam na lepszą pogodę i słońce 🙂 Póki co słońce zaserwowałam sobie na śniadanie. Gryczane pancakes z czekoladą bardzo przyjemnie łączą się z rześkim smakiem cytryny. Do tego kwaśny jogurt i słodki mód. Mmmmmm 🙂

Continue reading

0
Share

Od niedawna bacznie przyglądam się węglowodanom, które znajdują się w spożywanych przeze mnie posiłkach. Okazuje się, że strasznie ich dużo. To, że w pszennych bułeczkach jest ich sporo, to nawet można się domyślić, ale w takiej zdrowej kaszy gryczanej czy ryżu? Tam jest ok. 70 g węglowodanów w 100 g produktu. Jacie! Węglowodany to podstawowe źródło energii. Jasne. Niezbędne są w diecie aktywnych fizycznie osób. Oczywiście. Ale za duża ich ilość dodaje nie tylko energii, ale i falujących w biegu boczków 😉 Postanowiłam trochę pozmieniać codzienne menu, eliminując trochę ‘węgli’.
Dieta niskowęglowodanowa wyklucza mączne wypieki (ciasta, pieczywo), makarony, owoce, słodycze … ajajaj. Nie oznacza ona jednak kategorycznej eliminacji pysznych rzeczy. Dozwolony jest nabiał (twaróg, jaja, jogurt), pseudo mąki (kokosowa, migdałowa), warzywa czy mięso. Mając to na uwadze, upiekłam pyszny, wilgotny sernik. Nie ma w nim kruchego spodu czy innego ciasta. Nie ma wysokowęglowodanowej mąki. Jest jednak trochę cukru i naładowana węglami polewa. Można by z tego zrezygnować, ale … bez przesady 🙂

Continue reading

0
Share

Choć bardzo lubię wszystkie ciasta, to mam kilka ulubionych, takich, które mogłabym jeść co chwilę. Ale kiedy wypróbuję nowy przepis i jego efekt mnie zachwyci, to zapominam o całej liście ulubionych wypieków. Ten nowy staje na jej czele i nie pozwala o sobie zapomnieć. Teraz takim ciastem jest to wypatrzone na blogu Vegenerat Biegowy. Na zdjęciu prezentowało się pięknie czekoladowo a informacja, że składnikiem głównym, poza czekoladą oczywiście, jest ciecierzyca, przekonało mnie już totalnie. Nie musiałam nawet specjalnie kompletować składników. W związku z tym na próbę numer jeden nie czekałam długo, bo jakieś dwa dni. Akurat nadarzyła się okazja albo też pretekst – wizyta znajomych 🙂 Ciasto więc weszło na stół, a potem prędko w nasze brzuchy 🙂 Od tamtej pory, a było to na pewno w tym miesiącu (mamy 21!), ciasto zrobiłam już trzy razy. I właśnie planuję raz czwarty 😉 Przepis minimalnie zmodyfikowałam, raczej ze względu na dostępność pewnych składników, nie ich smak.
Ciasto nie wymaga pieczenia. Jedyny czas oczekiwania na gotowość ciasta jest czas zastygania wcześniej rozpuszczonej czekolady. Tylko … czy ktoś powiedział, że ciasto z półpłynną polewą nie jest gotowe? 😉

Continue reading

0
Share

20170108_112527Uf nareszcie czuję się lepiej. Po kilku dniach leżenia w łóżku poczułam w końcu, że jest dobrze i mogę wrócić do ‘normalności’. W trakcie tych dni zrozumiałam, że nie łatwo jest nic nie robić. Nuda i brak aktywności. Nie, nie, nie chcę tak dłużej. Dziś ubrałam buty i wyszłam. Co prawda jeszcze nie biegać 😉 Wyszłam na spacer z … łyżwiarskim akcentem. W mojej mieścinie nie ma sztucznych ślizgawek do jazdy, ale dzięki ostrym mrozom, tych naturalnych ślizgawek nie brakuje. Rozsądek trzymał mnie jednak z daleka od stawu, ale na jazdę w zamarzniętym rowie pozwolił 🙂 Pierwsze od dawana łyżwiarskie kroki sprawiły mi wiele radości. Widowni pewnie też – nie najlepsza ze mnie łyżwiarka 😉
Spacer do wyjątkowo długich nie należał. Marzły dłonie i stopy, a nawet aparat fotograficzny. Ja ogrzałam się w domu, pijąc pyszną, gorącą czekoladę. Aparatowi to nie pomogło. Mróz najwyraźniej go zabił. Zostaje mi teraz aparat w telefonie.
A co do gorącej czekolady … Robi się ją w mgnieniu oka. Jest wyjątkowo gęsta i intensywna. Dla mnie idealna. Dla mojego Ukochanego chyba też, bo przy okazji późniejszych zakupów przyniósł do domu kolejną tabliczkę gorzkiej czekolady 😉
Continue reading

0
Share

Chorowanie w ogóle nie jest fajne. Niby siedzi się, a w zasadzie leży, w domu, śpi się kiedy chce i ile się chce, ale nijak się to ma do przyjemnego leniuchowania. Przyjemne jest jedynie to, że ktoś o ciebie dba 🙂 Przynosi smakowite rzeczy, podaje soczek i głaszcze zbolałą, gorącą głowę i w ogóle jest jeszcze bardziej kochany. Widzę jeszcze jeden plus przymusowego siedzenia w domu – spokojnie można przygotować i zjeść nie byle jakie śniadanie 🙂 Przyrządziłam więc sobie niesamowicie aromatyczną, iście zimową jaglankę piernikową ze smażonymi śliwkami z syropem klonowym i intensywną, gorzką czekoladą. Aaaale pachniało. Smakowało jeszcze lepiej. Jutro wolny, świąteczny dzień – może spróbujecie? 😉

Continue reading

0
Share

Po niezwykle pysznym doświadczeniu z ciastem szpinakowym (tu przepis dla tych, którzy nie widzieli lub zdążyli zapomnieć) przyszedł czas na kolejną próbę przemycenia warzyw do słodkich wypieków przy jednoczesnym, mocnym ograniczeniu zbędnych (jak się okazuje) składników typu: mąka, tłuszcz, cukier. Tym razem gwiazdą stała się … tadam … c z e r w o n a   f a s o l a . No takie rzeczy 🙂 Próba skończyła się więc sukcesem, bo ciasto wyszło pierwsza klasa! Puszyste, delikatne i mało słodkie. Trudno uwierzyć, że nie ma w nim mąki, masła, ani cukru. Najtrudniej jednak uwierzyć, że jest w nim fasola i to wcale nie mało 😉

Continue reading

0
Share