I znów tarta za tartą. Mam z nimi tak, że, albo zapominam o nich i nie robię ich wcale, albo piekę na okrągło – jedna za drugą. Na szczęście w komponowaniu ich jest pełna dowolność. Można przyrządzać je ze wszystkiego. Dzięki temu spożywana kilka dni z rzędu nie wywołuje wymiotów. Pod warunkiem oczywiście użycia świeżych produktów 😉 Kilka dni temu weszłam w fazę ‘tarta na okrągło’. Jadłam i serwowałam ją dwa dni z rzędu. Na dodatek zaserwowano tartę mi. Miałam przyjemność spędzić kilka miłych i smacznych chwil u przyjaciółki na od dawna planowanej kolacji. Było tak pysznie, że najchętniej z kolejną nie czekałabym tak długo 😉 A tarta Kasi z suszonymi pomidorami, fetą i tymiankiem była przepyszna. Bez dokładki się nie obeszło. Ale rozsądnie, bo musiało zostać w brzuchu trochę miejsca na boską pavlovą. Ach pychota.

A wracając do tary … przyrządziłam TARTĘ z BURAKIEM i FETĄ. Podeszłam do niej sceptycznie, choć buraka i fetę bardzo lubię. Ale taka ilość buraka troszkę nie przerażała. Jednak połączenie słodkiego, bordowego buraka ze słoną, bialutką fetą zrobiło na mnie duże wrażenie. Tarta wyglądała tak, że chciało się ją zjeść. A po zjedzeniu … nadal chciało się ją jeść 🙂 Zakochałam się w niej.

Continue reading

0
Share

Ciasta – słodkie wypieki, które towarzyszą każdej uroczystej chwili. Obecne na weselach, imieninach i innych, rodzinnych spędach. Pieczone z sercem i często pięknie dekorowane. Na świątecznym stole też nie może ich brakować.
Mnie z Wielkanocą najbardziej kojarzy się MAZUREK. Ale o dziwno w mojej rodzinie nigdy się go nie piekło. A szkoda, bo to przepyszne, kruche ciasto. Zmieniło się to całkiem niedawno, gdy zaatakowana zdjęciami pięknych mazurków, pokusiłam się o wprowadzenie ‘nowości’ na świąteczny stół mojej babci. Mój pierwszy mazurek został miło przyjęty i … szybko zjedzony 🙂 Liczę, że tegoroczny nie będzie gorszy.

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na świąteczny wypiek, to bardzo proszę, oto pomysł – kakaowy mazurek z marcepanem, wiśniami i gorzką czekoladą. Niezwykle kruchy spód i jednocześnie aksamitny wierzch. Ciasto, choć z dużą ilością czekolady, to jest mało słodkie. Z pewnością wyróżni się na tle puszystych serników i słodkich, kremowych ciast.

Continue reading

0
Share

Sylwestrowa noc minęła. I oto mamy nowy 2016 rok, a więc przed sobą 366 dni (tak, tak, mamy rok przestępny) na zrealizowanie swoich pragnień, małych fantazji i wielkich marzeń. To będzie piękny rok!

Nowy Rok to dzień podejmowania postanowień i … gości 🙂 Do noworocznej lampki wina świetnie pasuje wytrawna tarta z gruszkami i serem pleśniowym. Piekłam ją nie w całości, ale podzieloną już na porcje w mniejszych foremkach.

Continue reading

0
Share

Czas do świąt się szybko kurczy. Pochłonięci kompletowaniem świątecznych prezentów, uzupełnianiem choinkowych ozdób i dopinaniem służbowych spraw nie zauważamy nawet jak bardzo się kurczy. I tak w pewnym momencie budzimy się z ręką w nocniku i żałujemy, że pewnymi rzeczami nie zajęliśmy się wcześniej. Składamy przy tym postanowienia, że za rok będzie inaczej. Prawda? Ale nie myślmy teraz co będzie za rok. Zajmijmy się tym co tu i teraz i poradźmy sobie z sytuacją.
Planowaliście upiec świąteczne pierniczki? A teraz szukacie przepisu na takie, które gotowe do zjedzenia będą szybciej niż za 3-4 tygodnie? Ciężko o takie. Niestety i ja przegapiłam ‘ten’ moment na ich upieczenie. Na szczęście znalazłam kiedyś (i spisałam) przepis na pyszne, c y n a m o n o w e   c i a s t e c z k a  z marmoladą z dzikiej róży. Ciasteczka te idealnie nadają się na świąteczną, słodką przekąskę, zwłaszcza, gdy nadamy im odpowiedniego kształtu. Tym razem zdecydowałam się na gwiazdki 🙂 Przyrządzenie ich jest proste, choć wymaga poświęcenia około godziny czasu. Ale gotowe do zjedzenia są … od razu! 🙂 I są naprawdę pyyyyszne! Mam nadzieję, że to nie tylko moje zdanie 😉

Polecam upieczenie podwójnej porcji. Część można zapakować w ładne pudełko i ofiarować organizatorce wigilijnej kolacji albo przynieść do pracy, by umilić czas sobie i swoim kolegom.

Continue reading

0
Share

Brak czasu na zakupy (a może brak chęci udania się na nie) postawił mnie w sytuacji bez wyjścia. Musiałam stworzyć obiad z ‘niczego’. Mogłam też nie robić nic, licząc że głód mnie nie chwyci. Marne szanse, prawda? Właśnie… Otworzyłam więc lodówkę i po szybkim przeanalizowaniu jej zawartości, szansę zaistnienia dałam leżącym już kilka dni pomidorkom koktajlowym, zawsze obecnym jajkom, otwartemu jogurtowi, śmietance (sama nie wiem skąd wzięła się w lodówce 😉 ) i koziemu twarożkowi, który kupiłam kilka dni temu całkiem przypadkowo. Z połączenia tego wszystkiego (plus kilku innych produktów) wyszła pyszna   t a r t a   z   p o m i d o r k a m i   i   k o z i m   s e r e m. Wynik przerósł moje oczekiwania. Danie miało zaspokoić ewentualny głód. Tymczasem dało radość nie tylko żołądkowi, ale i kubkom smakowym. Z pewnością powtórzę ten przepis.

Continue reading

0
Share

Dyniowego zawrotu głowy ciąg dalszy 🙂

Gdy już zdobędziemy dynię (zdobędziemy, a nie kupimy, bo są szczęściarze, którzy nie muszą jej kupować 😉 ) to raczej nie zrobimy z niej tylko jednego dania. Jej miąższu jest na tyle dużo, że spokojnie możemy zaplanować kilka potraw.  Mieliśmy obiad (pierogi), więc czas na deser. Proponuję CZEKOLADOWĄ TARTĘ Z MUSEM DYNIOWYM.

Continue reading

0
Share

Niedziela bez ciasta? eee….ciasto musi być! 🙂 Najlepiej takie, które nie wymaga pieszczenia się z nim i ciągłego go pilnowania podczas pieczenia. Zdecydowałam się na KRUCHE CIASTO ZE ŚLIWKAMI. Jest rzeczywiście kruche i rzeczywiście ze śliwkami, tylko śliwkami. Brak tu kremu czy bezy. Zdecydowanie więc nie należy do ciast ‘mokrych’, ale nie jest też tak kaloryczne i ciężkie jak takie właśnie ciasta.

Continue reading

0
Share

Widok porzeczek, a tym bardziej ich smak, momentalnie przenosi moje myśli do dziecięcych lat, kiedy to letnie popołudnia spędzałam z bratem i rodzicami na działce. Dziarsko pomagałam w zbieraniu plonów uprawianego kawałka wrocławskiej ziemi. Nie twierdzę, że przyjemnym dla dziesięcioletniego dziecka było zrywanie w pozycji niemal klęczącej rozpadających się truskawek. Tym bardziej ranienie sobie dłoni podczas zrywania agrestu z gałązek pełnych kolców. Ale możliwość podjadania zbieranych owoców, zwłaszcza dla łakomczucha jakim zawsze byłam, była świetną wówczas rekompensatą, a dziś jest niezwykle przyjemnym wspomnieniem. Zjadanie owoców prosto z krzaczka, mniam. Truskawki, wiśnie, śliwki i brzoskwinie były niesamowicie dobre. Soczyste, pachnące i pełne tego właściwego smaku. Agrest i porzeczki nie cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem. Kwaśny smak nie był wówczas przeze mnie pożądany. Nawet przetwory rodziców, choć mocno dosładzane, stały na piwnicznej półce miesiącami (w tym czasie dżemy z truskawek i wiśni sukcesywnie znikały).

Dziś nie traktuję porzeczek z taką ignorancją. Bardzo chętnie kupuję je u przyrożnych sprzedawców i przejmuję nadmiar działkowych owoców od znajomych. A co z nimi robię? Ciasto! 🙂 I to ciasto chcę Wam dziś gorąco polecić. Jest niesamowite. Kruche, lecz nietwarde ciasto, soczyste, kwaskowate nadzienie i słodka, chrupiąca beza. To chyba jedyne ciasto, które upiekłam tyle razy w ciągu kilku tygodni, i które zdarzyło mi się ponownie upiec zaraz po tym, jak zjedzony został ostatni kęs poprzedniej porcji. Sami spróbujcie!
Continue reading

0
Share