Ciągle mówimy, że nie mamy na nic czasu. A potem dochodzą nowe zajęcia i jakoś ten czas się znajduje. Prawdą jest, że im więcej mamy obowiązków, tym lepiej się organizujemy. Pod warunkiem oczywiście, że chwilę się zastanowimy i odpowiednio zaplanujemy wszystkie czynności. Wieczorem pakuję torbę sportową, torebkę, planuję ubiór, gotuję obiad na następny dzień, umieszczam go w pudełkach i obmyślam pozostałe posiłki. W końcu wychodzę na cały dzień. Jeśli w ciągu dnia między zajęciami pojawia mi się ‘okienko’, wypełniam je np. małymi zakupami (jakieś brakujące składniki do posiłku na kolejny dzień), wizytą u mamy czy dawno niewidzianej koleżanki. Szybka kawka i lecę dalej 😉 Planowanie pomaga zaoszczędzić czas i wykorzystać go pożytecznie. Już od jakiegoś czasu nawet w sobotnie poranki nie mogę sobie pozwolić na spontaniczność i błogi stan lenistwa. O 7 rano jadę na trening rowerowy. Dzięki temu, że pakuję się wieczorem, rano nie muszę wstawać specjalnie wcześnie, by to zrobić. Nie muszę też myć włosów i się malować. W końcu za chwilę będę cała mokra … od potu. Jedyne co muszę zrobić to śniadanie. Bez tego ani rusz. Przed treningiem (zwłaszcza tak wyczerpującym, jak ten) pożywne śniadanie to konieczność. Serwuję sobie wtedy owsiankę lub ryż z bakaliami lub owocami. Tu też mogę zaoszczędzić trochę czasu, szykując dzień wcześniej składniki – rozmrażając owoce, siekając orzechy czy, jak w przypadku dzisiejszej propozycji śniadaniowej, namaczając nasiona chia. Dzięki temu zaoszczędzam czas wtedy, kiedy szczególnie mi na nim zależy. W sobotni poranek lepiej jest spędzić dodatkowe 10 czy 15 minut w łóżku niż przy kuchennym blacie 😉

Continue reading

0
Share

Dzisiejszy dzień pod względem pogody był naprawdę paskudny. Silny wiatr, mżawka przechodząca w deszcz i kompletny brak słońca. Fu ble. Aż nie chce się wyglądać przez okno, nie mówiąc już o wychodzeniu. Ale wyjść było trzeba … np. pobiegać. Przy takiej pogodzie uświadamiam sobie, że trening ciała boli nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. W takie dni pracuje się nad głową i charakterem 😉
Po porannym bieganiu, zmaganiu się z zatrzymującym mnie wiatrem i zraszającym moją twarz deszczem, zasiadłam do komputera i przeniosłam się w inny świat. Świat wspomnień, hiszpańskiego słońca, piaszczystej plaży, szybkich szos, pysznego wina i błogiego relaksu. Zgrywałam filmiki, przycinałam je i łączyłam w gibki, wakacyjny klip. Fajnie tak sobie powspominać i napatrzeć się na obecne w filmiku słońce, którego za oknem tak mało ostatnio. A może przy okazji zjeść coś słonecznego i egzotycznego? A skoro hiszpańskie wspomnienia, to … hiszpańska szałwia czyli chia 🙂 Do tego np. ananas, mango, kaki … egzotyka dostępna jest w każdym sklepie 🙂

Continue reading

0
Share

Od pewnego już czasu głośno jest o nasionach chia, a w internecie pełno przepisów na smakołyki z jej udziałem. Moda na puddingi czy koktajle z chia zupełnie mnie nie porwała. Aż do teraz 🙂 O smaku tych nasion trudno mi cokolwiek powiedzieć. Jest zupełnie … nijaki. Ciekawa za to jest konsystencja. Suche nasiona szałwii hiszpańskiej (czyli chia) chłoną dużą ilość cieczy. Tworzy się wokół nich żelatynowa powłoka niczym kisiel czy rozpuszczone siemię lniane. A właściwości? Oooo tu to można wymieniać i wymieniać. Nasiona chia należą do najzdrowszej żywności na świecie. Są pełne substancji odżywczych. Zawierają więcej kwasów omega-3 niż łosoś, więcej żelaza niż szpinak i więcej wapnia niż mleko. Mają bardzo dużo błonnika i białka, a także witaminę E, B1, B3, fosfor, magnez, cynk i niacynę. Im więcej czytam o chia tym bardziej jestem pod ogromnym wrażeniem jej właściwości. Polecam zagłębić się nieco w ten temat. Ja z pewnością na stałe wprowadzam ten produkt do codziennej diety. Zaczynam od odżywczego koktajlu. To świetny posiłek potreningowy.

0
Share