Tłusty Czwartek to jedyny dzień, w który z ogromnym smakiem sięgam po pączka, a nawet kilka. W ciągu roku raczej ich nie jadam. Nie żebym nie lubiła 🙂 Staram się ograniczać słodycze. A gdy już decyduję się na słodki grzeszek to wybieram czekoladę lub ciasto. W Tłusty Czwartek staram się przygotowywać pączki sama, ‘odchudzając’ je jak się da. Nie smażę pączków, piekę je w piekarniku bez użycia tłuszczu. Moimi ulubionymi są te z dynii (tu przepis), które robiłam już kilka razy. Za każdym razem baaardzo smakują 🙂 W tym roku postanowiłam wypróbować inny przepis, który zmodyfikowałam pod siebie. Użyłam kremowego sera ricotta, białej czekolady, miodu (może ciut za mało). Dla efektu wizualnego i smakowego przygotowałam lukier z dodatkiem jagód.
Suche pączki są mało słodkie. Podejrzewam, że dla wielu osób nawet zbyt mało. Spokojnie można dodać więcej miodu lub cukru.
Przygotowanie jest niezwykle proste i szybkie. Można aż pokusić się o ich upieczenie rano przed pracą 🙂

Continue reading

0
Share

Do swojego pierwszego tiramisu zabierałam się jak kot do jeża. Powolutku, z pewnego rodzaju nieśmiałością i z obawą, że efekt będzie nawet nie tyle mizerny, co znieważający ten legendarny deser. Bo jakiegoś rodzaju legendą jest. To jeden z top of the top deserów. O przepis poprosiłam koleżankę z pracy, której tiramisu miałam okazję spróbować i w mojej ocenie było obłędne. Przepis przeleżał swoje w moim kuchennym kajeciku 😉 Wreszcie nadszedł czas, by z tego kajetu wyszedł i został zrealizowany. Receptura okazała się bardzo prosta. Z jakiegoś powodu sądziłam, że wykonanie będzie skomplikowane, wymagające czasu, cierpliwości i precyzji. Nic bardziej mylnego. Z wykonaniem z pewnością poradzi sobie każdy. Ogromne znaczenie ma dobór składników. By deser wyszedł smaczny, lekki i puszysty, jajka muszą być świeże, kawa mocna i prosto z ekspresu, a biszkopty i mascarpone dobrej jakości, najlepiej włoskiej produkcji.

Uf stało się. Zrobiłam swoje pierwsze tiramisu! I co? Wyszło baaardzo dobre.

Continue reading

0
Share

Nastał ten cudowny czas, kiedy to zrobiło się ciepło, a drzewa i krzewy, jakby z dnia na dzień, puściły pąki. Wszystko się zazieleniło, wyszło słońce i po prostu już teraz ‘się chce’. Niestety jest to też taki czas, kiedy łatwo złapać choróbsko. To też ja złapałam.  Pogoda zachęca do wyjścia, do aktywności na świeżym powietrzu (oj jakbym bym chciała …). Siedzę jednak w domu, leżę, czytam, łykam leki i  w  k o ń c u (!) się wysypiam 🙂 Mam też wreszcie czas na spokojne przygotowywanie posiłków, fotografowanie ich i spisywanie przepisów. Uf, bałam się, że nie prędko do tego wrócę. Na ten spontaniczny powrót przepis na smakowity deser – CZEKOLADOWY KREM z awokado i banana. To porcja zdrowia i przyjemności idealna na przekąskę lub podwieczorek zwłaszcza dziś, w Dzień Czekolady!
Jestem ogromną fanką czekolady. Uwierzcie, najchętniej świętowałabym Dzień Czekolady zjadając całą tabliczkę gorzkiej, mlecznej czy innej czekolady. Kocham, po prostu ją kocham 🙂 Na szczęście zapasu w domu nie mam, a wyjście do sklepu nie jest możliwe. Przyznaję, że krem z awokado zaspokoił moją dzisiejszą, czekoladową zachciankę. Ucieszył też silną wolę i potrzebę zdrowego odżywania 😉 Polecam.

Continue reading

0
Share

Od niedawna bacznie przyglądam się węglowodanom, które znajdują się w spożywanych przeze mnie posiłkach. Okazuje się, że strasznie ich dużo. To, że w pszennych bułeczkach jest ich sporo, to nawet można się domyślić, ale w takiej zdrowej kaszy gryczanej czy ryżu? Tam jest ok. 70 g węglowodanów w 100 g produktu. Jacie! Węglowodany to podstawowe źródło energii. Jasne. Niezbędne są w diecie aktywnych fizycznie osób. Oczywiście. Ale za duża ich ilość dodaje nie tylko energii, ale i falujących w biegu boczków 😉 Postanowiłam trochę pozmieniać codzienne menu, eliminując trochę ‘węgli’.
Dieta niskowęglowodanowa wyklucza mączne wypieki (ciasta, pieczywo), makarony, owoce, słodycze … ajajaj. Nie oznacza ona jednak kategorycznej eliminacji pysznych rzeczy. Dozwolony jest nabiał (twaróg, jaja, jogurt), pseudo mąki (kokosowa, migdałowa), warzywa czy mięso. Mając to na uwadze, upiekłam pyszny, wilgotny sernik. Nie ma w nim kruchego spodu czy innego ciasta. Nie ma wysokowęglowodanowej mąki. Jest jednak trochę cukru i naładowana węglami polewa. Można by z tego zrezygnować, ale … bez przesady 🙂

Continue reading

0
Share

Choć bardzo lubię wszystkie ciasta, to mam kilka ulubionych, takich, które mogłabym jeść co chwilę. Ale kiedy wypróbuję nowy przepis i jego efekt mnie zachwyci, to zapominam o całej liście ulubionych wypieków. Ten nowy staje na jej czele i nie pozwala o sobie zapomnieć. Teraz takim ciastem jest to wypatrzone na blogu Vegenerat Biegowy. Na zdjęciu prezentowało się pięknie czekoladowo a informacja, że składnikiem głównym, poza czekoladą oczywiście, jest ciecierzyca, przekonało mnie już totalnie. Nie musiałam nawet specjalnie kompletować składników. W związku z tym na próbę numer jeden nie czekałam długo, bo jakieś dwa dni. Akurat nadarzyła się okazja albo też pretekst – wizyta znajomych 🙂 Ciasto więc weszło na stół, a potem prędko w nasze brzuchy 🙂 Od tamtej pory, a było to na pewno w tym miesiącu (mamy 21!), ciasto zrobiłam już trzy razy. I właśnie planuję raz czwarty 😉 Przepis minimalnie zmodyfikowałam, raczej ze względu na dostępność pewnych składników, nie ich smak.
Ciasto nie wymaga pieczenia. Jedyny czas oczekiwania na gotowość ciasta jest czas zastygania wcześniej rozpuszczonej czekolady. Tylko … czy ktoś powiedział, że ciasto z półpłynną polewą nie jest gotowe? 😉

Continue reading

0
Share

Już po świętach. Moje myśli jednak wciąż przy świątecznym wypieku. Przy mazurku.
Na tegoroczną Wielkanoc zaplanowałam upiec ciasto. Nie mogło być to żadne inne, jak tylko mazurek. Nie mając specjalnie za dużo wolnego czasu do przeszukiwania internetu, po przepis zajrzałam na jedną z najbardziej popularnych stron kulinarnych – na Kwestię Smaku. Przepisy tam umieszczone odpowiadają mi i chyba wszystkie, z których skorzystałam, przypadły mi do gustu. Nie inaczej było tym razem. Nie zawiodłam się. Wypiek (co prawda po delikatnych modyfikacjach) okazał się strzałem w dziesiątkę. Kruchy, cudownie słodki i przyjemnie słony zarazem. Mmmniam. Po wyłożeniu go na świąteczny stół, zniknął w ciągu 5 minut, pozostawiając po sobie kilka okruszków i pozytywnych opinii. Niektórym tak bardzo przypadł do gustu, że poproszono (prawie żądano) o ponowne jego upieczenie choćby w najbliższy weekend 🙂 Chyba bronić się przed tym nie będę. Mnie też baaardzo posmakował.

Continue reading

0
Share

Jestem słodyczożercą. Od pewnego czasu jednak tylko weekendowym 😉 Postanowiłam raczyć się słodyczami tylko w jeden dzień w tygodniu, najczęściej weekendowy. Trudno bowiem wyjść z niedzielnego obiadu u rodziny bez zjedzenia kawałka ciasta albo zignorować cudne desery w menu ulubionej restauracji. Kiedyś nie zwracałam szczególnej uwagi na propozycje deserów. Danie główne było zwykle porcją, która uniemożliwiała dalszą konsumpcję. Po chwili przerwy i kilku łykach wina pomagającego w trawieniu, można skusić się na małe co nieco. Warto. To co oferują modne bistra i restauracje jest nieziemskie. Dla osób, które dotąd raczyły się jedynie ciastem drożdżowym z owocami, lodami czy pączkami z marmoladą połączenia w restauracyjnych deserach mogą być zaskakujące. Myślę, że zaskakujące pozytywnie. Sięgam po te desery z wielką ciekawością. Póki co najmocniej w pamięci utkwił mi deser z restauracji ‘Brylantowa 16’. Po pysznym makaronie nie zamówiłam deseru, ale udało mi się skubnąć odrobinę od towarzyszy kolacji. Było to coś niesamowitego – crumble rabarbarowe z angielskim sosem miętowym. Najpyszniejsza słodka rzecz, jaką jadłam. Od tamtej chwili nie ignoruję deserów wypisanych w kartach menu 😉 Niedawne wyjście do ‘RAGU Pracownia Makaronu’ (polecam!) wzbogaciło moje kulinarne doświadczenia o kolejną słodką pozycję – cytrynowy krem z białą czekoladą i borówkami. Deser był bardzo delikatny, kremowy i kwaskowaty. Ponadto dzięki swojej niezwięzłej formie był łatwy do zjedzenia nawet po obfitym posiłku. Zainspirował mnie do przyrządzenia czegoś podobnego w domu. I tak powstał mój  c h a ł w o w y   k r e m   z   l e ś n y m i   o w o c a m i. Spróbujcie!

Continue reading

0
Share

20170108_112527Uf nareszcie czuję się lepiej. Po kilku dniach leżenia w łóżku poczułam w końcu, że jest dobrze i mogę wrócić do ‘normalności’. W trakcie tych dni zrozumiałam, że nie łatwo jest nic nie robić. Nuda i brak aktywności. Nie, nie, nie chcę tak dłużej. Dziś ubrałam buty i wyszłam. Co prawda jeszcze nie biegać 😉 Wyszłam na spacer z … łyżwiarskim akcentem. W mojej mieścinie nie ma sztucznych ślizgawek do jazdy, ale dzięki ostrym mrozom, tych naturalnych ślizgawek nie brakuje. Rozsądek trzymał mnie jednak z daleka od stawu, ale na jazdę w zamarzniętym rowie pozwolił 🙂 Pierwsze od dawana łyżwiarskie kroki sprawiły mi wiele radości. Widowni pewnie też – nie najlepsza ze mnie łyżwiarka 😉
Spacer do wyjątkowo długich nie należał. Marzły dłonie i stopy, a nawet aparat fotograficzny. Ja ogrzałam się w domu, pijąc pyszną, gorącą czekoladę. Aparatowi to nie pomogło. Mróz najwyraźniej go zabił. Zostaje mi teraz aparat w telefonie.
A co do gorącej czekolady … Robi się ją w mgnieniu oka. Jest wyjątkowo gęsta i intensywna. Dla mnie idealna. Dla mojego Ukochanego chyba też, bo przy okazji późniejszych zakupów przyniósł do domu kolejną tabliczkę gorzkiej czekolady 😉
Continue reading

0
Share

Dzisiejszy dzień pod względem pogody był naprawdę paskudny. Silny wiatr, mżawka przechodząca w deszcz i kompletny brak słońca. Fu ble. Aż nie chce się wyglądać przez okno, nie mówiąc już o wychodzeniu. Ale wyjść było trzeba … np. pobiegać. Przy takiej pogodzie uświadamiam sobie, że trening ciała boli nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. W takie dni pracuje się nad głową i charakterem 😉
Po porannym bieganiu, zmaganiu się z zatrzymującym mnie wiatrem i zraszającym moją twarz deszczem, zasiadłam do komputera i przeniosłam się w inny świat. Świat wspomnień, hiszpańskiego słońca, piaszczystej plaży, szybkich szos, pysznego wina i błogiego relaksu. Zgrywałam filmiki, przycinałam je i łączyłam w gibki, wakacyjny klip. Fajnie tak sobie powspominać i napatrzeć się na obecne w filmiku słońce, którego za oknem tak mało ostatnio. A może przy okazji zjeść coś słonecznego i egzotycznego? A skoro hiszpańskie wspomnienia, to … hiszpańska szałwia czyli chia 🙂 Do tego np. ananas, mango, kaki … egzotyka dostępna jest w każdym sklepie 🙂

Continue reading

0
Share

Zabiegani, zapracowani i zmęczeni codziennością nie możemy zapomnieć o przyjemnościach i życiu towarzyskim. To prawda, trudno znaleźć czas. Ale czy rzeczywiście nie da się wygospodarować choć jednego w miesiącu popołudnia czy wieczoru? Odejść wtedy na te kilka godzin od komputera czy telewizora? Albo nawet odpuścić święty, dziesiąty już w tym tygodniu trening? Nie można dać się zwariować. Spotkania z przyjaciółmi czy rodziną są ważne i nie odpuszczajmy ich sobie tylko dlatego, że ‘nie chce mi się wychodzić’, ‘nie mam czasu posprzątać’, ‘muszę iść pobiegać’ czy ‘nie mam co na siebie włożyć’. Ważne są dla potrzymania bliskich relacji towarzyskich, ale też i dlatego, żeby przełamać codzienną rutynę. Praca, dom, treningi wypełniają mój dzień. Każdy dzień. Choć nie każdy w taki sam sposób. Tworzą one tygodniowe cykle, a te już jakby przy użyciu Ctrl+C, Ctrl+V powtarzają się kolejno. Dobrze jest czasami ‘wyskoczyć’ z trybików maszyny, na chwilkę tylko 🙂 Więc wyskoczyłam na chwilę w miniony weekend. I to dwa razy 😉 W piątek na tańce-hulańce z przyjaciółmi (ostatecznie się tym tańcom tylko przyglądałam), rezygnując jednocześnie z treningu biegowego, a w niedziele na rodzinny obiad, który sama przygotowywałam. I tu nie było łatwo. W krótkim czasie musiałam ogarnąć zaniedbane ostatnio mieszkanie, zrobić pranie, zakupy i przyrządzić obiad. Udało się. Poszło nawet lepiej niż sądziłam. Zdążyłam przygotować deser! 🙂 Upiekłam ciasteczka w oparciu o przepis z ‘Jadłonomii’. Wymieniłam kilka składników na takie, które akurat posiadałam i jakby od niechcenia wrzuciłam do piekarnika. I proszę, wyszły świetnie. A czasami człowiek się stara, na rzęsach staje i klapa. Coś, co zawsze wychodziło, nagle się nie udaje. Ciasteczka wyszły naprawdę smaczne. Szkoda, że tak mało 😉

Continue reading

0
Share