Chleba naszego powszedniego … upiecz sobie. Warto mieć sprawdzony przepis na dobry chleb, by móc wykorzystać go w sytuacjach kryzysowych jak np. zamknięty sklep lub po prostu cieszyć się smakiem dobrego pieczywa bez wychodzenia z domu do piekarni. Na ten przepis natknęłam się, buszując wśród przepisów Kwestii Smaku. Chleb wyszedł za pierwszym razem i od razu mnie zachwycił. Był wyrośnięty, miał ładna strukturę i delikatny smak, puszysty, ale nie napompowany powietrzem. To chleb treściwy, który zachowuje świeżość przez kilka dni – na pewno przez 3, potem znika 😉 Od tego pierwszego razu upieklam go już wiele razy. Udaje się za każdym razem! Dla własnych potrzeb, a raczej wygody, zmodyfikowałam przepis w zakresie czasu wyrastania. Nie podchodzę do ciasta co kilkadziesiąt minut (kto by miał na to czas). Zostawiam je w spokoju na dłuższy czas i zajmuje się nim dopiero, gdy odpowiednio wyrośnie.

Continue reading

0
Share

Ależ ten czas leci. Zarówno dni jak i lata lecą na łeb, na szyję. Już prawie połowa czerwca a ja myślami wciąż przy pierwszym czyli przy Dniu Dziecka. Tego dnia postanowiłam wrócić myślami do dzieciństwa, do dni, a nawet miesięcy (bo całe wakacje) spędzanych u babci na wsi. Mam wielki sentyment do tego okresu. Niesamowite czasy 🙂 Wakacje u babci pachniały suszącym się na słońcu sianem (często też krowim łajnem 😉 ) i smakowały drożdżowym ciastem, krowim, ciepłym mlekiem i prawdziwym, wiejskim masłem, które wychodziło nie ze sklepu, ale spod rąk babci. Pamiętam kilka sytuacji, gdy sama brałam udział w tej domowej produkcji. Niesamowitą była dla mnie (i jest) przemiana mleka. Taka prosta sprawa, Wystarczy świeże mleko prosto od krowy i wszystko robiło się samo. Mleko nigdy się nie marnowało. Dużą jego część po prostu wypijaliśmy na świeżo. Część stała i czekała, aż zrobi się zsiadłe mleko – pyszne z ziemniaczkami, czy żeby odłożyła się na nim śmietana, którą później polewało się truskawki czy pierogi ruskie. Niejednokrotnie powstawał biały ser a nawet wspomniane masło.
Zrobienie masła okazuje się być prostą sprawą. Potrzebny jest tylko jeden produkt – śmietana. Ale nie byle jaka, ale taka prawdziwa, wiejska, mająca ponad 40% tłuszczu. Kiedyś ubijało się ją w maselnicy. Babcia pokazała inny sposób, prostszy bo niewymagający specjalistycznego sprzętu. Wystarczył zwykły, litrowy słoik z nakrętką. Wlewało się do niego śmietanę i nakrętką zakręcało. Trzymając obiema rękami, potrząsało się słoikiem tak, by śmietana obijała się o jego ścianki. Po pewnym czasie tłuszcz zbijał się, oddzielając się od wody-serwatki. I gotowe 🙂 To wspomnienie odzywało się do mnie co pewien czas. Postanowiłam więc zdobyć odpowiednią śmietanę, bo jej kupić od tak się nie da. Z pomocą przyszła koleżanka, która zdobyła dla mnie niezwykle gęstą i tłustą śmietanę z najprawdziwszej wsi (o pięknie brzmiącej nazwie – Książęca Wieś). Do wykonania zadania podeszłam niezwykle ochoczo i z jakimś takim przeświadczeniem, że pyk pyk i masło będzie gotowe. A tu masz, trzeba się było konkretnie namęczyć. Bite 30 minut treningu na bicepsy. Upociłam się przy tym nie wiele mniej niż na poniedziałkowym treningu siłowym 😉 Ostatecznie masło wyszło idealnie, a i dodatkowa jednostka treningowa wskoczyła do dzienniczka treningów 😉
Jeśli tylko macie w zasięgu wiejską śmietanę, to spróbujcie zrobić masło. Fajna przygoda 🙂 i jakże smaczny efekt 🙂 Polecam.

Continue reading

0
Share

Zapach świeżego chleba jest cudowny, ale pieczonej chałki … o jeszcze lepszy! W miniony weekend postanowiłam zrezygnować z kupnego pieczywa na rzecz domowego wypieku. I to chałki właśnie. Zabrałam się do pieczenia wieczorem, by rano bez zbędnej zwłoki można było zasiąść do śniadania. Dotąd chałka wydawałam mi się być wypiekiem wymagającym. Szczerze mówiąc miałam wątpliwości czy wyjdzie odpowiednio puszysta i miękka. Wyszła 🙂 Okazała się tak dobra, że prawie nie dotrwała do rana. Ciepła z masłem i powidłami smakowała wybornie 😉

Continue reading

0
Share

Od pewnego już czasu głośno jest o nasionach chia, a w internecie pełno przepisów na smakołyki z jej udziałem. Moda na puddingi czy koktajle z chia zupełnie mnie nie porwała. Aż do teraz 🙂 O smaku tych nasion trudno mi cokolwiek powiedzieć. Jest zupełnie … nijaki. Ciekawa za to jest konsystencja. Suche nasiona szałwii hiszpańskiej (czyli chia) chłoną dużą ilość cieczy. Tworzy się wokół nich żelatynowa powłoka niczym kisiel czy rozpuszczone siemię lniane. A właściwości? Oooo tu to można wymieniać i wymieniać. Nasiona chia należą do najzdrowszej żywności na świecie. Są pełne substancji odżywczych. Zawierają więcej kwasów omega-3 niż łosoś, więcej żelaza niż szpinak i więcej wapnia niż mleko. Mają bardzo dużo błonnika i białka, a także witaminę E, B1, B3, fosfor, magnez, cynk i niacynę. Im więcej czytam o chia tym bardziej jestem pod ogromnym wrażeniem jej właściwości. Polecam zagłębić się nieco w ten temat. Ja z pewnością na stałe wprowadzam ten produkt do codziennej diety. Zaczynam od odżywczego koktajlu. To świetny posiłek potreningowy.

0
Share

Lubię i uprawiam gotowanie raczej szybkie. Nie przepadam za mozolnym, długim pichceniem. A tu proszę, pokusiłam się o przygotowanie własnego, domowego dżemu. I to w wersji nie najszybszej, bo tradycyjnej – długo smażonej. Nad garnkiem z owocami stałam 3 dni! Każdego dnia po 1,5 godziny. W efekcie mam kilka słoiczków nie byle jakiego dżemu – dżemu z winogron. Próżno szukać takiego w sklepie. Do dżemu nie używałam żelatyny, pektyny czy innych dodatków. Owoce smażyłam tylko z cukrem i odrobiną goździków i wanilii. W rezultacie otrzymałam dżem bardzo gęsty, słodki i zaskakująco ciemny. Użyte jasne winogrona przypominają wiśnie. Daleko im do swojego pierwotnego wyglądu.
Przygotowanie dżemu z tego przepisu jest bardzo proste, ale niestety dość mozolne. Mimo to warto poświęcić trochę czasu, by moc później rozkoszować się smakiem oryginalnego dżemu.

Continue reading

0
Share

Od pewnego czasu jestem zdania, że najprostszym i najbardziej wartościowym ‘sosem’ do makaronu jest oliwa z oliwek. Co prawda to 100% tłuszczu i to nie mało kalorycznego. Ale to jedyny minus oliwy. Zalet ma za to całe mnóstwo 🙂 Jest niezwykle bogata w witaminę A oraz E, dzięki czemu pozytywnie wpływa na wzrok, wygląd skóry i włosów, zmniejsza zmarszczki, opóźnia procesy starzenia, a także wzmacnia odporność całego organizmu. Systematycznie spożywana obniża poziom złego cholesterolu i reguluje ciśnienie.
Oliwa z oliwek dodawana jest głównie do sałatek. Ja bardzo często podaję ją wymieszaną z octem balsamicznym i ziołami prowansalskimi do maczania pieczywa, a ostatnio również jako sos do makaronu. Makaron, oliwa, pomidorki – nie potrzeba nic więcej. Dla urozmaicenia dań można oliwie nadać smak, np. czosnku czy rozmarynu. W sklepach dostępne są oliwy smakowe. Ja zachęcam do przyrządzenia jej samemu. To banalnie proste.

Continue reading

0
Share

Z pierwsz13523871_1089312111115612_890278725_oym dniem lata przyszły pierwsze prawdziwe upały. I dobrze, nic tym dziwnego. Prawidłowo nawet 🙂 Nie łatwo jednak wytrzymać w mieście, gdy temperatura utrzymuje się w okolicach 30°C. Całe szczęście, że w pracy jest (i działa) klima, a pod pracą sprzedają pyyyyyszne lody (Kulka – polecam!). Niestety, dziwnie i niedorzecznie to zabrzmi, poza praca już nie jest tak dobrze. Droga do domu jest długa i zakorkowana. Zamiast przyjemnego wiatru we włosach czuć jedynie żar lejący się z nieba i smród spalin. W domu przyjemniej – spokojnie i nie śmierdzi. Upał nie jest mniejszy, ale jakoś łatwiej go znieść w podwrocławskim miasteczku niż w zatłoczonym, dużym mieście. O porządną lodziarnię tu trudno. Ale nie szkodzi, poradzić sobie można bez niej. W zaciszu własnej kuchni przygotować można coś dla ochłody, coś przyjemnie orzeźwiającego, np. domową lemoniadę z arbuza z dodatkiem mięty. Niesamowita!

Continue reading

0
Share

Warto mieć w domu świeże drożdże i mąkę, a najlepiej różne mąki. Zdarzają się bowiem takie dni (mnie ostatnio zdarzają się bardzo często), kiedy to po pracy nie ma czasu lub możliwości, by wejść do sklepu i kupić pieczywo, a rano chciałaby się zjeść smaczne kanapki. Mając mąkę i drożdże i może jeszcze kilka ziaren albo suszonych owoców, możemy sobie pieczywo upiec 🙂 Gorąco do tego zachęcam. Własnoręcznie upieczony chleb smakuje o niebo lepiej od kupionego. Dokładnie wiemy co w nim jest i kiedy został upieczony.

Po jednym z ostatnich aktywnych dni usiadłam w kuchni przy filiżance kawy i rozkoszując się jej smakiem (i przyjemnym bólem związanym z potreningowymi ‘zakwasami’) przeczesywałam internet w poszukiwaniu przepisu na żytni chleb. Nie żebym miała akurat ochotę na jakąś kulinarną nowość. Najzwyczajniej tylko mąkę żytnią (i pszenną) miałam w domu. I znalazłam 🙂 Do przepisu (po moich drobnych modyfikacjach) z pewnością powrócę, bo chleb wyszedł niezwykle smaczny.

Continue reading

0
Share

Zafiksowałam się ostatnio na koktajle. Świetna sprawa. Można je przyrządzić praktycznie ze wszystkiego i to w bardzo krótkim czasie. Wrzucam do blendera owoce, jakąś zieleninę, wlewam wybraną ciecz (np. sok, kefir), można wsypać otręby czy odżywkę, mieszam i … już. Pyszny koktajl gotowy. A kiedy go pić? Np. o poranku. To pomysł dla tych, co nie przepadają za śniadaniami bądź po prostu nie mają na nie czasu. Koktajl będzie też świetny jako drugie śniadanie czy podwieczorek. Jest sycący, wartościowy i pamiętajmy, że jest to posiłek. Nie traktujmy go jak herbaty czy wody. To posiłek! Dla mnie to najczęściej posiłek potreningowy. Spożywany zaraz po wysiłku uzupełnia zapasy glikogenu, składników mineralnych i sprzyja regeneracji mięśni. Przygotowuję go przed wyjściem na siłownię czy basen (i trzymam w lodówce) lub zaraz po powrocie. W takich momentach jest niezastąpiony. Nie wyobrażam sobie, żebym ledwo trzymająca się już na nogach, miała stać w kuchni choćby pół godziny, by przygotować posiłek, a ten po treningu jest niezbędny. Koktajl robi robotę 😉

Continue reading

0
Share

Jeszcze nie tak dawno temu z SOCZEWICĄ nie kojarzyło mi się nic poza uroczymi, krągłymi ziarenkami. Kupiłam wtedy jedno opakowanie soczewicy, chyba czerwonej, wstawiłam do kuchennej szafki i … tygodniami zastanawiałam się nad tym, co z nią zrobić. “Z czym to się je?” Teraz w mojej szafce jest kilka opakowań soczewicy (czerwonej, czarnej, zielonej), a w notatniku i głowie stos przepisów na dania z jej użyciem. Uwielbiam ją za smak i wszechstronne zastosowanie. Doskonale sprawdza się jako farsz do naleśników i pierogów, jako dodatek do zup i dań jednogarnkowych. Można zrobić z niej wegetariańskie burgery a nawet pasztet. Soczewica jest skarbnicą wielu składników odżywczych. Posiada przede wszystkim ogromne ilości dobrze przyswajalnego białka (9 g w 100 g produktu), potasu, kwasu foliowego, żelaza. Zawiera mało tłuszczu, a sporo błonnika. Jest bardzo zdrowa i niezwykle smaczna – zwłaszcza przyprawiona kminem rzymskim.

Dotąd soczewicę wykorzystywałam do dan głównych. Tym razem pokusiłam się o podanie jej na zimno z pieczywem. Upiekłam z niej  p a s z t e t . Taki trochę oszukany, bo bez mięsa, ale … czy w takim ‘prawdziwym’ pasztecie mięsa jest aż tak dużo? 😉

Continue reading

0
Share