,

Truskawki i ricotta to cudowne połączenie. Delikatne i słodkie – słodkie na tyle, że nie ma potrzeby dosładzania ani miodem ani żadnym innym słodzikiem. Zupełnie przypadkowo rozbudowałam ten duet o trzeci składnik – świeżą bazylię. Orzeźwiła i nadała nowego, ciekawego smaku. Całości dopiął dodatkowo kremowy sos balsamiczny. Ależ to się okazało dobre 🙂
Zaserwowane na świeżym pieczywie stanie się przyjemną przekąską albo pożywnym śniadaniem.

Continue reading

0
Share

Uwielbiam ten okres. Są szparagi, truskawki, pomidory coraz smaczniejsze. Można jeść lody, pływać w jeziorze, a wychodząc z basenu nie martwić się o niedosuszone włosy. Dni są długie, a noce całkiem ciepłe.
Z racji wolnego dnia mogłam pozwolić sobie na przyrządzenie obiadu i skonsumowanie go na świeżo, a nie odgrzewanego w pojemniku w mikrofalówce. Na talerzu się zazieleniło od szparagów, bobu i pachnącej  mięty.

Składniki (na 3-4 porcje):

  • 200 g ryżu (np. Arborio)
  • 100 ml białego wina (można pominąć)
  • 2 szalotki
  • 1 ząbek czosnku
  • 2-3 łodygi selera naciowego
  • 1 łyżka oleju masła
  • 800 ml bulionu warzywnego
  • 10 zielonych szparagów (główki odciąć, pozostałą część pokroić na ok. 1 cm kawałki)
  • 1 szklanka bobu
  • 3 łyżki startego grana padano
  • sól, pieprz
  • garść posiekanych liści świeżej mięty

Continue reading

0
Share

Ależ ten czas leci. Zarówno dni jak i lata lecą na łeb, na szyję. Już prawie połowa czerwca a ja myślami wciąż przy pierwszym czyli przy Dniu Dziecka. Tego dnia postanowiłam wrócić myślami do dzieciństwa, do dni, a nawet miesięcy (bo całe wakacje) spędzanych u babci na wsi. Mam wielki sentyment do tego okresu. Niesamowite czasy 🙂 Wakacje u babci pachniały suszącym się na słońcu sianem (często też krowim łajnem 😉 ) i smakowały drożdżowym ciastem, krowim, ciepłym mlekiem i prawdziwym, wiejskim masłem, które wychodziło nie ze sklepu, ale spod rąk babci. Pamiętam kilka sytuacji, gdy sama brałam udział w tej domowej produkcji. Niesamowitą była dla mnie (i jest) przemiana mleka. Taka prosta sprawa, Wystarczy świeże mleko prosto od krowy i wszystko robiło się samo. Mleko nigdy się nie marnowało. Dużą jego część po prostu wypijaliśmy na świeżo. Część stała i czekała, aż zrobi się zsiadłe mleko – pyszne z ziemniaczkami, czy żeby odłożyła się na nim śmietana, którą później polewało się truskawki czy pierogi ruskie. Niejednokrotnie powstawał biały ser a nawet wspomniane masło.
Zrobienie masła okazuje się być prostą sprawą. Potrzebny jest tylko jeden produkt – śmietana. Ale nie byle jaka, ale taka prawdziwa, wiejska, mająca ponad 40% tłuszczu. Kiedyś ubijało się ją w maselnicy. Babcia pokazała inny sposób, prostszy bo niewymagający specjalistycznego sprzętu. Wystarczył zwykły, litrowy słoik z nakrętką. Wlewało się do niego śmietanę i nakrętką zakręcało. Trzymając obiema rękami, potrząsało się słoikiem tak, by śmietana obijała się o jego ścianki. Po pewnym czasie tłuszcz zbijał się, oddzielając się od wody-serwatki. I gotowe 🙂 To wspomnienie odzywało się do mnie co pewien czas. Postanowiłam więc zdobyć odpowiednią śmietanę, bo jej kupić od tak się nie da. Z pomocą przyszła koleżanka, która zdobyła dla mnie niezwykle gęstą i tłustą śmietanę z najprawdziwszej wsi (o pięknie brzmiącej nazwie – Książęca Wieś). Do wykonania zadania podeszłam niezwykle ochoczo i z jakimś takim przeświadczeniem, że pyk pyk i masło będzie gotowe. A tu masz, trzeba się było konkretnie namęczyć. Bite 30 minut treningu na bicepsy. Upociłam się przy tym nie wiele mniej niż na poniedziałkowym treningu siłowym 😉 Ostatecznie masło wyszło idealnie, a i dodatkowa jednostka treningowa wskoczyła do dzienniczka treningów 😉
Jeśli tylko macie w zasięgu wiejską śmietanę, to spróbujcie zrobić masło. Fajna przygoda 🙂 i jakże smaczny efekt 🙂 Polecam.

Continue reading

0
Share