Jestem głodomorem, ładniej mówiąc smakoszem. Po prostu czerpię ogromną przyjemność z jedzenia. Nie każdy jednak tak ma. Dla niektórych jedzenie to przykra konieczność. Spożywają pokarm jedynie dla energii. Gorzej jak nie. W takich przypadkach pomocna może być prezencja potrawy. Wiadomo, że również oczy jedzą. Gdy coś apetycznie wygląda, to łatwiej po to sięgnąć. W moim przypadku trudno się wtedy powstrzymać przed jedzeniem nawet, gdy jestem już najedzona. Eh, co począć? 😉
Choć nie przepadam za kolorem różowym to buraczane naleśniki niezwykle pobudzają moje oczy a przez to i apetyt. Od dawna planowałam dodać sok buraczany do ciasta naleśnikowego. Ile to już razy specjalnie pod ten pomysł kupowałam buteleczkę soku. Zawsze jednak jej zawartość tuż przed końcem daty ważności lądowała w moim żołądku? Któregoś dnia wlałam ją (wreszcie) do mleka i mąki. Ciemno bordowy kolor złamał się nagle w soczysty róż. Pięknie 🙂 Smak buraków jest wyczuwalny, ale niezbyt mocno. Zdecydowanie pasuje tu wytrawny farsz, najlepiej zdrowy i ładnie kontrastujący z barwą ciasta. Padło na wędzonego łososia, delikatny, kremowy serek, rukolę i charakterystyczną rzodkiewkę. Wszystko świetnie się komponuje. Takie naleśniki serwuję sobie jako danie główne np. po jednym z treningów. A gdy z obiadu trochę zostaje, pakuję do pudełka i zabieram do pracy jako przekąskę… i zjadam szybko i po kryjomu, żeby zapach ryby nie rozwścieczył korpoludków 😉

Continue reading

0
Share