Teraz królują pomarańcze i mandarynki. To iście zimowe owoce, te drugie zwłaszcza. Jakiś czas temu rzadkie, jadane od święta. Dosłownie. Pojawiały się w grudniu i lądowały w bożonarodzeniowych paczkach pod choinką. Teraz dostępne są przez cały rok. A przez to ich czar może nie prysł, ale zdecydowanie się zmniejszył. Mandarynki kupujemy, bo są tanie i bardzo smaczne. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele cennych wartości odżywczych zawierają. “Co prawda podobnie jak grejpfruty czy cytryny są skarbnicą witaminy C, lecz tylko one zawierają nobiletynę – flawonoid, który pomaga zwalczać otyłość, zapobiegać cukrzycy typu 2 i miażdżycy naczyń.”* Mandarynki są niezwykle bogate w witaminę A, która korzystnie wpływa na naszą skórę i oczy. Mandarynki to również źródło witaminy C, jak to cytrusy.
Pomarańcze są uniwersalne. Można je wykorzystać w deserach, sałatkach, drinkach, koktajlach. Wyciska się z nich sok, który po prostu się pije lub dodaje do dressingów. Mandarynki nie są tak często używane. Te najczęściej zjada się zaraz po obraniu, bez specjalnej, dodatkowej obróbki. Postanowiłam je jednak wykorzystać i włożyć w inną scenerię niż po prostu dłoń. Umieściłam je w miseczce w towarzystwie sałaty, kremowego sera camembert, słodkiej i kwaskowatej zarazem żurawiny, winnych kaparów i delikatnych migdałów. Sałatki nie polałam żadnym sosem. Wilgoci nadała zarówno mandarynka, żurawina jak i kapary.

Continue reading

0
Share

Dzisiejszy dzień pod względem pogody był naprawdę paskudny. Silny wiatr, mżawka przechodząca w deszcz i kompletny brak słońca. Fu ble. Aż nie chce się wyglądać przez okno, nie mówiąc już o wychodzeniu. Ale wyjść było trzeba … np. pobiegać. Przy takiej pogodzie uświadamiam sobie, że trening ciała boli nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. W takie dni pracuje się nad głową i charakterem 😉
Po porannym bieganiu, zmaganiu się z zatrzymującym mnie wiatrem i zraszającym moją twarz deszczem, zasiadłam do komputera i przeniosłam się w inny świat. Świat wspomnień, hiszpańskiego słońca, piaszczystej plaży, szybkich szos, pysznego wina i błogiego relaksu. Zgrywałam filmiki, przycinałam je i łączyłam w gibki, wakacyjny klip. Fajnie tak sobie powspominać i napatrzeć się na obecne w filmiku słońce, którego za oknem tak mało ostatnio. A może przy okazji zjeść coś słonecznego i egzotycznego? A skoro hiszpańskie wspomnienia, to … hiszpańska szałwia czyli chia 🙂 Do tego np. ananas, mango, kaki … egzotyka dostępna jest w każdym sklepie 🙂

Continue reading

0
Share

Każdy (tak mi się wydaje) ma czasami chęć na niezdrowego fast food’a. Z takimi zachciankami można i należy walczyć. Wychodzę jednak z założenia, że pozwolenie sobie ‘od święta’ na taki spożywczy grzech nie jest niczym bardzo złym. Może nawet warto go sobie zafundować tak dla czystej nauczki. Osobiście mam tak, że gdy już ulegnę pokusie zjedzenia np. talerza frytek, to przez kolejny dzień zmagam się nie tylko z wyrzutami sumienia, ale przede wszystkim z niestrawnością i złym samopoczuciem. Tak ogromna dawka soli i tłuszczu szybko uświadamia, jak złą karmą jest ‘śmieciowe jedzenie’. Teraz przy takich zachciankach funduję sobie zdrowe frytki np. z batatów. Piekę je w piekarniku, dzięki czemu nie są skąpane w tłuszczu. Solą posypują tylko symbolicznie, albo wcale. Są pyszne z kwaśną śmietaną czy gęstym jogurtem.

Continue reading

0
Share