Wielkimi krokami nadchodzi TŁUSTY CZWARTEK czyli ‘dzień pączka obowiązkowego’. Według przesądów, temu, kto, w ten dzień nie zje ani jednego pączka, w najbliższym czasie nie będzie się wiodło. Kto by w to wierzył. Ale … co nam szkodzi na wszelki wypadek zjeść tego pączka? A może nawet dwa? 😉 Już teraz wrzucam przepis na pyszne pączusie, których bez wyrzutów sumienia możecie zjeść kilka. Są bowiem dużo mniej kaloryczne od tych klasycznych. Przede wszystkim nie są smażone w głęboki tłuszczu, ale pieczone w piekarniku. Do ich przyrządzenia użyłam (w dużym procencie) mąki pełnoziarnistej, przez co są nieco mniej kaloryczne, bardziej treściwe i bogatsze w błonnik, a ten spowalnia przyswajanie cukrów i wpływa korzystnie na przemianę materii. Są pyszne, zwłaszcza konsumowane zaraz po wyjęciu z piekarnika, gdy są ciepłe i puszyste 🙂

Continue reading

0
Share

Po niezwykle pysznym doświadczeniu z ciastem szpinakowym (tu przepis dla tych, którzy nie widzieli lub zdążyli zapomnieć) przyszedł czas na kolejną próbę przemycenia warzyw do słodkich wypieków przy jednoczesnym, mocnym ograniczeniu zbędnych (jak się okazuje) składników typu: mąka, tłuszcz, cukier. Tym razem gwiazdą stała się … tadam … c z e r w o n a   f a s o l a . No takie rzeczy 🙂 Próba skończyła się więc sukcesem, bo ciasto wyszło pierwsza klasa! Puszyste, delikatne i mało słodkie. Trudno uwierzyć, że nie ma w nim mąki, masła, ani cukru. Najtrudniej jednak uwierzyć, że jest w nim fasola i to wcale nie mało 😉

Continue reading

0
Share

Zdarza Wam się kupować mleko czekoladowe? Jeśli tak, to pewnie macie dzieci albo trenujecie … albo jedno i drugie 😉 A może po prostu je lubicie. Ja nigdy za nim nie przepadałam. Do niedawna. Odkąd w moim grafiku w większej dawce pojawił się sport (czyli od niespełna roku) inaczej patrzę na mleko czekoladowe. Okazuje się bowiem, że to doskonały koktajl potreningowy.
Zaraz po dużym wysiłku  powinniśmy uzupełnić zasoby glikogenu, który nasz organizm wykorzystał w trakcie treningu. Należy spożyć posiłek złożony z białek i węglowodanów, a te idealnie łączy właśnie mleko czekoladowe. Dodatkowo zawiera sód, potas, magnez, wapń. A wiecie, że ten super koktajl możecie przyrządzić sami i to bardzo szybko? Przepis jest banalnie prosty, a ‘mleko’ znacznie lepsze od tego sklepowego, które zawiera sporo substancji słodzących i zagęszczających. Gwarantuję, że Wam posmakuje. Dzieciakom też 😉 Do dzieła!

Continue reading

0
Share

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że już piątek. Ajajaj … już weekend! Przyjemny wieczór przy lampce wytrawnego, białego wina, potem długi, błogi sen a potem pyszne, niespieszne, sobotnie śniadanko. Mmmm 🙂 Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na to jutrzejsze (albo niedzielne) śniadanie to rzucam propozycję – ż y t n i e   p l a c u s z k i   z   a n a n a s e m . Brzmi dobrze? Bo smakuje bardzo dobrze 😉

Continue reading

0
Share

H u m m u s   ma w sobie to coś. Zrozumiałam to od razu po pierwszym jego skosztowaniu. To gładka, kremowa pasta o neutralnym, ale nie mdłym smaku, który zdecydowanie wciąga. Nie da się przestać jej jeść. Serio! Hummus przygotowuje się z ciecierzycy, pasty sezamowej (tahini), czosnku, soku z cytryny i oliwy. W zależności od zastosowanych proporcji, hummus może być mniej lub bardziej ostry. Można dodać do niego smakowych dodatków, np. pomidorów suszonych czy papryki. Polecam jednak jego oryginalną, podstawową wersję. Jest idealna. Tylko uważajcie, hummus uzależnia!

O hummusie można mówić w samych superlatywach. Zawiera ogromne ilości białka i błonnika pokarmowego a także kwas foliowy, witaminy z grupy B, żelazo i jednonienasycone kwasy tłuszczowe. Świetny dla wegetarian i wegan a także dla osób z niedoborem żelaza i tych dbających o linię. I wiecie? ciecierzyca (główny składnik) uznawana jest za afrodyzjak 😉

Hummus jest świetny do smarowania pieczywa a także jako dip do warzyw czy przekąsek. Idealnie komponuje się z pomidorem i/lub ogórkiem kiszonym.  Mmmm… jak dobrze, że w lodówce mam pełną miseczkę świeżego hummusu 🙂

Continue reading

0
Share

Piekarnictwo wkręca i nakręca. Bo nie ma to jak świeżo- i własnoręcznie upieczone pieczywo!

Z ciastem drożdżowym w rękach czuję się już dobrze. A pomyśleć, że jeszcze chwilę temu brzydziłam się włożyć dłoń do żyjącej, rosnącej masy mączno-drożdżowej. Uf, obrzydzenie minęło. Ze spokojem, a nawet chęcią, wyrabiam ciasto na chleb i, jak tym razem, na bułeczki – pyszne, p s z e n n o – o r k i s z o w e   b u ł e c z k i   z dodatkiem miodu i suszonych śliwek.

Continue reading

0
Share

Zdarza Wam się czasem chodzić po sklepach tylko po to, żeby popatrzeć? Nie ma w tym nic dziwnego … jeśli mówimy o sklepach z ciuchami czy artykułami wnętrzarskimi (ooo, te uwielbiam szczególnie). A chodzenie po sklepach spożywczych? Yhmm, właśnie. Mnie się zdarza. Kurcze … ja to lubię! Rzadko wychodzę ze spożywczaka tylko z tym, za czym przyszłam. Pokonując drogę od kosza z pomidorami do lodówki z jogurtem, przystaję wielokrotnie przy półkach zastawionych makaronami, mąkami, bakaliami czy przetworami. Uwielbiam na nie patrzeć i zastanawiać się, które produkty z którymi bym połączyła, co z czym świetnie by smakowało, co byłoby zdrowe i oryginalne. Przebieram oczami i palcami … a koszyk przy okazji się zapełnia 😉

Ukochałam sobie mąki, kasze, płatki, makarony. Od dziecka lubiłam mączne potrawy i lubię je nadal i to na pewno nie w mniejszym stopniu. W mojej kuchni makaronu i mąki nigdy nie brak. Ba, szafki od nich pękają. Na szczęście moim sercem (i apetytem) zawładnęła nie biała, pszenna mąka, ale inne – głównie gryczana, orkiszowa i owsiana. Uwielbiam również płatki śniadaniowe (owsiane, orkiszowe, jaglane, ryżowe, gryczane), które przyrządzam z mlekiem i różnego rodzaju nasionami, bakaliami i owocami.
Jeszcze nie tak dawno temu w sklepach nie było zbyt dużego wyboru produktów zbożowych. Żeby kupić mąkę inną niż pszenna, krupczatka czy ziemniaczana, trzeba się było mocno nachodzić. Nie mówiąc już o płatkach. Poza do przesady słodkimi, czekoladowymi ‘chrupkami’ do mleka, były jedynie płatki owsiane. Cudownie, bo są pyszne, ale … wyboru nie było. A dziś? Raj zbożowy 🙂 Mam wrażenie, że z tygodnia na tydzień ciekawych i wartościowych produktów jest na półkach sklepowych coraz więcej. I nie myślę tu o sklepach typu Alma, Epi czy Piotr i Paweł. Lubiany Lidl i poczciwa Biedronka częstują nas całą gamą zbóż w przeróżnej postaci. I dzięki im za to. Nasze portfele dłużej będą pełne 😉 Ale jeszcze większe dzięki dla Melvit’a! Ode mnie medal i serdeczny całus. To jedna z najbardziej widocznych teraz marek na sklepowych, zbożowych półkach. Mną zawładnęła totalnie. A zwłaszcza ich mąki, płatki (w Lidlu dostępne pod marką Szczytno) i kasze. Mnie kupili … ale i ja ich kupuję. I to sporo kupuję. A i zdarzyło się dostać w prezencie od przyjaciół 😉

S0055341

Z całego serca polecam eksperymentowanie z produktami zbożowymi. Nie ograniczajcie się do pszenicy. Upieczcie chleb gryczany albo bułeczki orkiszowe. Dodajcie do wypieków mąki z dyni albo migdałów. Zamieńcie pszenną mąkę na razową z pełnego przemiału przy przyrządzaniu pizzy. A naleśniki? Owsiane smakują tak samo dobrze jak te klasyczne, a może nawet lepiej? Ciepłe, pożywne śniadanie? Bardzo proszę – owsianka, gryczanka, jaglanka … Niech wyobraźnia pracuje, a potem żołądek trawi 😉
Rozumiem oczywiście aspekt finansowy. Cena mąki gryczanej znacznie przewyższa cenę mąki pszennej, ale i jej właściwości i walory smakowe również przewyższają te mąki pszennej. O, zdecydowanie tak! Warto dokonać rozpoznania. Ceny w sklepach są bardzo różne. Za jeden i ten sam produkt, tej samej firmy, tej samej gramatury w jednym sklepie można zapłacić aż 40% więcej (!) niż w drugim. Olaboga! Bądźcie czujni, szukajcie okazji, a gdy znajdziecie, kupujcie na zapas 😉 A potem do woli korzystajcie z przepisów, jakimi Was częstuję 🙂

4_collage

0
Share

Ostatnio w mojej kuchni pojawiła się  m ą k a   o w s i a n a  i od razu zajęła miejsce obok mojej ulubionej gryczanej. Wygląda na to, że trochę tu zabawi 😉
Mąkę kupiłam w sklepie, gdy tylko na nią trafiłam. Niestety nie jest ona popularna i nie da się jej kupić w każdym hipermarkecie. Na szczęście można ją przygotować samemu, mieląc drobno płatki owsiane, a te można dostać wszędzie (jupi).

Koniecznie spróbujcie naleśników z mąki owsianej! Pasuje do niech słodki jak i wytrawny farsz. Tym razem zdecydowałam się na ten drugi. Przyrządziłam owsiane naleśniki ze szpinakiem, fetą i kurczakiem. Mniam 🙂

Continue reading

0
Share

O w s i a n k a  nigdy mi się nie znudzi! Tak, tak, jestem tego pewna. Sama w sobie jest mało wyrazista, raczej neutralna. Wszystko kwestią produktów, które można do niej dodać. One nadają jej konkretnego smaku i charakteru. W letniej wersji można dodać trochę płatków migdałowych i świeżych malin, w zimowej – garść orzechów włoskich i kawałki pieczonego jabłka. Można dodać miód, konfiturę, bakalie, nasiona, owoce, przyprawy. Poza tym owsiankę można przyrządzać na wodzie, mleku, z jogurtem czy maślanką. Może być spożywana na zimno lub ciepło (polecam na ciepło – zwłaszcza zimą). Jest tyle możliwości.

Po upieczeniu sernika z ricotty został mi spory kawałek świeżego ananasa. Dziś wylądował w owsiance i świetnie się tam odnalazł 🙂
PS. Wykorzystujmy produkty do różnych potraw. Nie wyrzucajmy!

Continue reading

0
Share

Nie jestem zwolennikiem totalnych wyrzeczeń.
Hahaha, pewnie myślicie, że porzuciłam już swoje postanowienia 😉 Nie, nie.

Dla własnego zdrowia, formy i dobrego samopoczucia nie powinniśmy jeść wielu rzeczy, słodyczy na przykład. Myślę jednak, że totalne ich odrzucenie, a raczej próba odrzucenia, nie jest aż tak konieczna. Należy wybierać odpowiednie, możliwie jak najlepszej jakości produkty (np. gorzką czekoladę z zawartością 80-99% kakao zamiast mlecznej z nadzieniem) i pozwalać sobie na ich spożywanie jedynie raz na jakiś czas (okazjonalnie, nie – regularnie) i to w małych, raczej symbolicznych ilościach. A jeśli mowa o całych potrawach to wystarczy zmodyfikować ich skład, wymieniając te nie najlepsze składniki na dobre i wartościowe.

Z miłości do słodyczy i jednocześnie własnego organizmu upiekłam sernik –  s e r n i k   z   r i c o t t y  – lekki, wilgotny, bez mąki, bez tłuszczu i z małą ilością cukru. Dodatkowo trochę owoców. Wyszło nie dość, że smacznie to jakby i zdrowo. Tego sernika na pewno nie trzeba sobie odmawiać 🙂

Ricotta to bardzo wartościowy produkt. Zawiera dużo łatwo przyswajalnego białka, a jeszcze więcej wapnia. Wiecie, że ma go duuuużo więcej (207 mg na 100 g produktu) niż klastyczny półtłusty twaróg (94 mg na 100 g produktu). Ser sam w sobie jest delikatny i ma słodkawy smak. Nie ma więc potrzeby za bardzo go dosładzać.
Jako owocowego dodatku użyłam świeżego ananasa. Zawiera on aż 48 mg witaminy C (w 100 g), dzięki czemu zaspokaja 80% dziennego zapotrzebowania na tę witaminę. Dodatkowo zawarta w ananasie bromelaina zwiększa przyswajalność białek, działa przeciwzakrzepowo, przeciwbólowo, łagodzi infekcje układu oddechowego i usprawnia proces trawienia. Zawarty w ananasie mangan ułatwia przyswajanie wapnia przez organizm oraz jego wchłanianie się w tkankę kostną. Połączenie ananasa z ricottą zdaje się więc być jak najbardziej odpowiednie 🙂 Mowa jednaj o świeżym ananasie. Ten z puszki, “skąpany w cukrowej zalewie, jest bombą kaloryczną, pozbawioną witamin i składników mineralnych”.
[Zachęcam do poczytania więcej o ananasie na www.poradnikzdrowie.pl, skąd wrzuciłam jedynie kilka informacji]

0
Share