Mimo swojej rozrzutności staram się być gospodarna. Posiłki planuję na kilka dni wprzód. Komponuję je tak, by wszystkie składniki, zwłaszcza te specjalnie kupione, zostały w całości wykorzystane, by nie marnowało się nic albo prawie nic. Niestety czasami przychodzi moment, że w zakupowym koszyku znajdzie się coś spoza listy i w rezultacie kilkudniowy plan żywieniowy pada. I tak właśnie stało się dziś. Ze sklepu wyszłam nie tylko z planowana paczką kawy, ale i z … dwiema kaczymi piersiami. Dodam, że plan na obiad już był i nie było w nim mowy o kaczce 😉

Ostatecznie obiad wyszedł niespodziewanie dobry, a kaczka, wbrew obawom, wcale nie była sucha, lecz soczysta, miękka i delikatna. Idealnie komponowała się z wiśniowym sosem i surówką z białej rzodkwi z żurawiną. Pychota. Na dodatek przyrządzenie tego dania było niezwykle proste. Gorąco polecam każdemu.

Continue reading

0
Share

Gdy pierwszy raz usłyszałam o cieście ze szpinakiem i bitą śmietaną, zrobiło mi się niedobrze. Nie chciało mi się wierzyć, że tego rodzaju wypiek może być smaczny, a taki właśnie jest.
Szpinak nadaje ciastu wilgoć i piękny, zielony kolor. Z pewnością wzbogaca je też o witaminy i minerały, których próżno szukać w zwykłych ciastach. A co ze smakiem szpinaku? Nie ma go. Szpinak w ogóle nie jest wyczuwany.
Ciasto nie jest słodkie, ani mdłe. Przyjemnym akcentem jest tu owoc granatu, dodający soczystości, rześkości i delikatnej cierpkości. Wychodząc poza oryginalny przepis, dodałam maliny, które świetnie uzupełniają całość.

Szpinakowym ciastem częstowałam już wiele osób, nawet te, którym szpinak przez gardło nie przechodzi. Tym razem przeszedł 😉

Continue reading

1
Share

Są takie smaki i zapachy, które wywołują ciepło w sercu i uśmiech na buzi. Dla mnie takim właśnie jest zapach i smak świeżego, jeszcze ciepłego chleba, którego skórka przy każdym kęsie przyjemnie chrupie. Pamiętam, jak wysyłana przez rodziców kupić pieczywo wracałam z nadgryzionym bochenkiem chleba. Po prostu nie dało się nie ugryźć! 😉 Robi się tak jeszcze?

Myśl o własnoręcznie upieczonym chlebie chodziła mi po głowie już od bardzo dawna. Przed oczami mam wujka, spod rąk którego wychodziła przepyszna chałka, i babcię, która co święta (te mniejsze i większe) na stół zamiast chleba podaje własnoręcznie upieczone bułki. To jest takie urocze, a smak wypieków zdecydowanie niepowtarzalny. Myślałam o pieczeniu, myślałam i myślałam. Zakasałam w końcu rękawy i upiekłam CHLEB! Tu podziękować muszę Asi, która podrzuciła mi świetny przepis. Niestety uległ on pewnym modyfikacjom (Asiu, przepraszam 😉 ), wynikającym nie z jakichś moich ambicji czy z potrzeby kreacji, ale najzwyczajniej z braku produktów, które szybko musiałam zastąpić innymi. I tak spod moich rąk (i z piekarnika) wyszedł pyszny bochen GRYCZANEGO CHLEBA ze słonecznikiem i orzechami włoskimi.

Continue reading

0
Share

W ostatnim czasie miałam okazję przechadzać się francuskimi uliczkami uroczego miasta Lille. W świetle tragicznych wydarzeń, jakie w ostatnich dniach miały miejsce właśnie na terenie Francji, to chyba nie powinnam mieć powodów do radości. Jednak mam. Pałam ogromną sympatią do Francji, francuskiej kultury, języka, kuchni, mody, muzyki … Cieszy mnie możliwość podróżowania, zwiedzania, smakowania i po prostu bycia w tak klimatycznych miejscach jak te za francuską granicą. Tym bardziej jest mi przykro, że takie miasta jak Paryż, ludzie, którzy tam mieszkają (na stałe bądź na chwilę), ich kultura, otwartość i niezwykła atmosfera są bestialsko atakowane. Ehh … Jednak nie o ludzkim okrucieństwie chciałam pisać.

Jeśli mielibyście kiedyś okazję pojechać do Lille i zastanawialibyście się czy warto, to TAK, TAK. Moi zdaniem warto! To przeurocze, stare miasto z mnóstwem pięknych zabytków, malowniczych kamienic, uliczek z klimatycznymi knajpkami i z sympatią, która bije od mieszkańców tego miasta. A co tam robiłam? Spacerowałam i korzystałam z tego wszystkiego. Nie musiałam mieć (i nie miałam) jakiegoś konkretnego planu. Samo bycie, obserwowanie ludzi i smakowanie tamtejszych potraw było dla mnie tym, czego chciałam i potrzebowałam. Planu może nie miałam, ale pewne postanowienie owszem. Postanowiłam, że nie wrócę do domu bez (a) poznania smaku prawdziwych Crêpes Suzette i (b) bez nowej, francuskiej filiżanki 🙂 Założenia ochoczo zrealizowałam 🙂

 

Continue reading

0
Share

Tradycje i zwyczaje są niezwykle urocze. Warto je podtrzymywać i przekazywać kolejnym pokoleniom. Również w obszarze jedzenia znajdziemy kilka zwyczajowych zachowań. Np. spożywanie świątecznych posiłków, a wśród nich bożonarodzeniowego karpia, barszcz z uszkami i kapustę z grochem, wielkanocną paschę. Są i te mniejszej wagi, mniej świąteczne, ale równie tradycyjne np. ostatkowy śledzik, tłustoczwartkowe faworki, a nawet niedzielny schabowy. I tu już zaczynam wątpić w słuszność podtrzymywania tradycji 😉 Rozumiem, że pewne potrawy jada się w szczególnych okolicznościach, wynikających np. z tradycji chrześcijańskiej albo innych, świeckich, ale często wiążą się z częstotliwością ich spożywania nie większą niż raz czy dwa razy w roku. I dlatego bez względu na to, jak ciężkie byłoby te potrawy, można  sobie na nie pozwolić. Niedzielny rosół i schabowy pojawia się na stołach milionów Polaków jednak częściej, oj duuużo częściej, bo przecież co tydzień. Co w nich takiego jest, że tyle ludzi tak chętnie i często się nimi zajada? Oczywiście ja również swojego czasu co tydzień zakąszałam schabowego ziemniakami. Porzuciłam jednak tę ‘tradycję’ na rzecz nieco lżejszych potraw. Zachęcam do podobnego ruchu, albo chociaż do  zastąpienia czasami kotleta lżejszym, bezpanierkowym wariantem.

Moje gotowanie nie przybiera formy cyklicznej. Nie ma takiego dania, które pojawiałoby się zawsze tego samego, konkretnego dnia tygodnia. Hm, może czas to zmienić? 😉 Z pewnością jednak mogę przyznać, że w weekendy jada się u mnie głównie ryby (lub owoce morza). I tak zarówno wczoraj, jak i dziś, to je miałam na talerzu. Z całego serca zachęcam do jak najczęstszego spożywania ryb i owoców morza. Są one cennym źródłem łatwo przyswajalnego białka, nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin A i D3, mikroelementów i fosforu. Są lekkostrawne i bardzo smaczne. Pod warunkiem oczywiście nieprzyrządzania ich w panierce. Jej mówię stanowcze ‘nie’! A jak można je jeść, jeśli nie w panierce właśnie? Np. w formie pieczonej. Spróbujcie mojego łososia w sosie śmietanowym z kaparami podanego z makaronem. Ja go uwielbiam i chętnie częstuję nim moich gości.

Continue reading

0
Share

Nareszcie sobota! Niby wolny dzień, który nie zmusza do wczesnego zrywania się z łóżka, ale czy nie warto byłoby wstać skoro świt (o tej porze roku to chyba niezbyt trafne sformułowanie), by móc korzystać jak najdłużej z tego pięknego, cały tydzień wyczekiwanego, wolnego dnia? Zamierzam spędzić sobotę aktywnie. Bieganie, pływanie, gotowanie, pieczenie, na koniec wieczorny relaks, a może nie – nocne szaleństwo? Niech się dzieje! 😉

By przyjemnie rozpocząć dzień i nabrać energii na aktywny poranek, zjedzmy zdrowe i smaczne śniadanie – KAKAOWE PANCAKES z płatków owsianych i banana.

Continue reading

0
Share

Włoska kuchnia nie ma sobie równych. Uwielbiam ją przede wszystkim za makaron! I wino! I parmezan! I za RISOTTO! 🙂 To jedno z tych dań, które można stworzyć ze wszystkiego, oczywiście o ryżu nigdy nie zapominając 😉 A to jakiego ryżu użyjemy jest niezwykle istotne. Risotto przyrządza się z ryżu o okrągłych ziarnach (Arborio lub Carnaroli), nie więc z basmati czy dzikiego. I smaży się, a później gotuje, na patelni – nie w garnku. Przyrządzanie risotto jest swego rodzaju sztuką. By wyszło idealne należy ściśle trzymać się określonych zasad: używać odpowiednich produktów bazowych (ryż, bulion, wino, ser) i postępować zgodnie z przyjętą kolejnością poszczególnych czynności. Od czasu do czasu ulegam pokusie i oddaję się tej ‘sztuce’. Staram się jak mogę i, wiecie?, jestem zadowolona z efektu. Mój etatowy tester również 😉

Moje ulubione risotto przyrządzam z krewetkami, bazując na przepisie znalezionym dawno temu w sieci. Jest delikatne i kremowe, a dzięki skórce pomarańczy niezwykle aromatyczne. Gorąco polecam!

 

Continue reading

0
Share

Dyniowego zawrotu głowy ciąg dalszy 🙂

Gdy już zdobędziemy dynię (zdobędziemy, a nie kupimy, bo są szczęściarze, którzy nie muszą jej kupować 😉 ) to raczej nie zrobimy z niej tylko jednego dania. Jej miąższu jest na tyle dużo, że spokojnie możemy zaplanować kilka potraw.  Mieliśmy obiad (pierogi), więc czas na deser. Proponuję CZEKOLADOWĄ TARTĘ Z MUSEM DYNIOWYM.

Continue reading

0
Share